Agencje ratingowe kiepskie – politycy jeszcze gorsi!

Drukuj

Rządy krajów europejskich obruszają się na ich werdykty, rządy i unijni biurokraci zapowiadają stworzenie własnej agencji ratingowej. Jeszcze trochę, a padnie hasło walki z „dyktatem rynku”. Pytanie tylko, ile rynku jest w zachowaniach agencji ratingowych?

http://www.flickr.com/photos/thomashawk/29848901/sizes/m/in/photostream/

Problemem gospodarek świata zachodniego jest to, że tego rynku jest w nich raczej niewiele. Zrządzeniem amerykańskiej biurokracji zyskały one w swoim czasie nieformalny  status oligopolu i ich zachowania są w znacznej części tegoż monopolu konsekwencją. Otóż postanowiono wówczas, że spółki notowane na giełdzie muszą przedstawiać swoje raporty po przeprowadzeniu ich audytu (czyli weryfikacji) przez „renomowane firmy audytorskie”.

„Wielka trójka” zyskała więc niezwykłe przywileje względem innych firm audytorskich. To do nich w pierwszej kolejności zwracają się notowane na giełdzie firmy. Po firmach amerykańskich, dominujące agencje ratingowe zdobywać sobie zaczęły podobnie dominującą (lecz tym razem już dobrowolnie) pozycję w odniesieniu do firm innych krajów. Oceniane firmy widziały w tym swój interes, aby być oceniane przez tych samych, uznanych liderów rynku ratingów.

Od ocen firm „wielka trójka” przeszła do innych ratingów, w tym także poszczególnych gospodarek narodowych. Zawsze zachowując jednak dominującą pozycję. A już Adam Smith pisał w swoim wielkim dziele, że „duch monopolisty, jest leniwy, małostkowy i opresyjny”. Zwróciłbym zwłaszcza uwagę na lenistwo, czyli brak silnych bodźców do wykonywania swoich obowiązków na najwyższym poziomie.

Klasycznym przykładem może tu być blamaż agencji ratingowych w odniesieniu do tzw. papierów wartościowych zabezpieczonych strumieniem dochodów ze spłacanych kredytów hipotecznych (mortgage-backed securities). Ich analitycy nie dostrzegli bądź zlekceważyli fakt, że w wyniku szkodliwych działań amerykańskich polityków jakość rynku kredytów hipotecznych uległa w ostatnich kilku-kilkunastu latach drastycznemu pogorszeniu. W przededniu kryzysu, w 2006r.,  tylko 32% udzielanych kredytów stanowiły standardowe kredyty, spłacane z bardzo wysoką regularnością. Wysokie ratingi wzmiankowanej kategorii papierów wartościowych były więc mało uzasadnione.

Na zasadzie wahadła, po wychyleniu w jedną stronę (lenistwa), wahadło wychyliło się w drugą stronę (nadaktywności). Starając się odzyskać nadszarpnięte zaufanie, agencje ratingowe wykazują niekiedy – jak się zdaje – nadmierną wrażliwość na nie zawsze najważniejsze zachowania ocenianych podmiotów.

Tylko, czy to znaczy, że zamiast otwarcia rynku ratingów dla większej ilości rynkowych podmiotów – i silniejszej konkurencji – należy stworzyć nie oligopol, tylko monopol? Pamiętajmy przy tym, że jak podkreślał Noblista z ekonomii, Fryderyk von Hayek, najszkodliwszy monopol, to taki, który gwarantowany jest przez władzę publiczną. Jakość analiz takiego monopolisty będzie zapewne mniej wiarygodna niż nawet obecnych oligopolistów, choć z odmiennych powodów.

A to dlatego, że jeśli politycy dostaną szansę uzyskania krótkookresowych korzyści – nawet kosztem znacznie większych długookresowych strat – to najczęściej nie zawahają się z tego skorzystać. Dzisiejszy kryzys w strefie euro jest  tego najlepszym dowodem.

Przecież Pakt Stabilizacji i Rozwoju miał być także „agencją ratingową”, oceniającą politykę fiskalną państw. Cóż kiedy politycy Francji i Niemiec pierwsi doprowadzili do złagodzenia kryteriów oceny. No i po kilku latach wyszło jak zawsze…

Czytaj również