Amerykanie biednieją. O ile i dlaczego?

Drukuj

„Kryzys cofnął Amerykę o 20 lat” – krzyczy tytuł dodatku codziennego do „Krytyki Politycznej”. Przypominam, że kryzys zaczął się od pęknięcia „bańki” na rynku nieruchomości, wywołanej wieloletnimi staraniami kolejnych rządów, aby obniżać standardy kredytów hipotecznych i błędnymi regulacjami rynku finansowego, które m.in. zniechęcały banki do inwestowania w sektor przedsiębiorstw. Polityka i rządu, i banku centralnego stworzyły gigantyczny hazard moralny, zachęcając tym i sektor finansowy, i zwykłych obywateli do ryzykownych kroków.

Przede wszystkim to, co pisze żurnalista tej gazety jest albo bzdurą, albo nieuczciwością. Jak można porównywać dane o wartości majątku ze szczytu „bańki” hipotecznej (2007) z danymi po załamaniu (2010)? I to w kraju, w którym ludzie nie trzymają oszczędności w bankach, tylko je inwestują – we własne domy, ale także na giełdzie i w różnego rodzaju funduszach. Po pęknięciu „bańki” wartość domów, akcji giełdowych, jednostek funduszy inwestycyjnych spada do rekordowo niskich poziomów, po czym wraz z poprawą koniunktury idzie znowu w górę. Przez trzy lata – pisze ów żurnalista – przeciętna rodzina straciła 40% swego materialnego dorobku. Być może, tylko że nikt robi takich porównań!

http://www.flickr.com/photos/javism/2082129228/sizes/m/in/photostream/
by Javi S&M

Poza tym same dane użyte przez żurnalistę robią wrażenie wziętych z kosza na śmieci. Skąd wziął – absurdalnie zaniżone – dane, że przeciętna rodzina z klasy średniej w 2007r. miała majątek rzędu 126 tys. $, a w 2010r. już tylko 77 tys. $? Ameryka jest tańsza niż Europa, ale nawet w Ameryce nie było domów w szczycie „bańki” cenowej o średniej cenie 126 tys. $! A poza tym, to by oznaczało, że ludzie nie mieli nic gdzie indziej (na giełdzie, w funduszach, w bankach, itd.). Czegoś najwyraźniej człek nie zrozumiał, ale liczby pasowały do założonej tezy…

Dalej sugeruje, że „bogacze” (obowiązkowa terminologia marksistowska, neo, czy nie neo!) tyle nie stracili, bo mają inne inwestycje, np. „na giełdzie, czy w różnych funduszach”. Kolejna bzdura. Na giełdzie i w różnych funduszach lokują w USA pieniądze nie tylko „bogacze”, ale grubo ponad połowa Amerykanów, czyli cała klasa średnia i jeszcze troszkę.

To prawda, że klasa średnia najwięcej straciła w wyniku kryzysu i – co warto uprzytomnić Czytelnikom! – bardziej w wyniku prowadzonej polityki przed i po kryzysie niż własnej nieostrożności lub ryzykanctwa. Np. przez kolejne dodruki dolarów, zwane polityką „ilościowego ułatwiania” (ułatwiania przez FED rządowi prowadzenia polityki ogromnych deficytów budżetowych). Zwiększają one niepewność na rynku, co prowadzi do spadku stóp procentowych sprzedawanych obligacji skarbowych. Realnie, po uwzględnieniu inflacji, są one już ujemne. Ponieważ fundusze inwestycyjne, a zwłaszcza emerytalne, część pozyskiwanych środków inwestują w tzw. bezpieczne aktywa (m.in. obligacje skarbowe USA), więc gromadzone oszczędności przyszłych emerytów realnie nie rosną, lecz  m a l e j ą.  A i giełda, w kryzysowych warunkach, też odnotowuje per saldo spadki.

Działania polityki rządu i polityki monetarnej FED-u są przejrzyste w swoich intencjach. Idzie o wywołanie inflacji i pomniejszenie w ten sposób realnego zadłużenia władz publicznych. Obligacje i zaciągane kredyty spłacane będą, bowiem, inflacyjnym pieniądzem. Politycy unikną wtedy konieczności dokonywania  niepopularnych decyzji, gdzie obciąć wydatki mniej, a gdzie więcej.

Tyle, że odbędzie się to głównie kosztem tych, którzy oszczędzają. A oszczędza nawet w kryzysowych czasach,  w i ę k s z o ś ć  Amerykanów. Autor krytykowanych tu bzdur ubolewa, że „tylko 52% Amerykanów było w stanie cokolwiek oszczędzić w 2010r.” Chciałbym widzieć inny kraj, w którym w pierwszym roku po głębokim spadku PKB ponad połowa jego mieszkańców zdołała dokonać oszczędności. No, ale utrudniałoby to nakreślenie czarnego obrazu amerykańskiego kapitalizmu…

Czytaj również