Choroba brudnych umysłów…

Drukuj

Wcześniej, czy później coś takiego, jak choroby przewodu pokarmowego w następstwie spożywania tzw. zdrowej, ekologicznej żywności (jak podejrzewane, słusznie, czy nie, hiszpańskie ogórki) musiało się zdarzyć. Wprawdzie propaganda przeciw cywilizacji, bo tak należałoby określić wojnę z konserwantami i innymi chemikaliami, które uczyniły nasze życie zdrowszym, bo mniej narażonym na konsekwencje chorób będących następstwem brudu, jest nadal popularna, ale warto przypomnieć pewne oczywistości.

http://www.flickr.com/photos/alvi2047/3492806434/sizes/m/in/photostream/

Otóż „choroby brudnych rąk”, o których mówiono i pisano, gdy chodziłem do szkoły nie brały się z niczego. Były następstwem cywilizacyjnego zacofania, przejawiającego się w niewykorzystywaniu tych możliwości dla higieny osobistej i higieny odżywiania, jakie stwarza chemia, od mydła zaczynając, poprzez chlorowanie wody, aż po konserwanty żywności.

Miliony ludzi przestały być trapione chorobami przewodu pokarmowego, od czasu, gdy zaczęto chlorować wodę, ale miliony innych nadal chorują w biednych krajach, gdzie tegoż chlorowania się nie stosuje. Tymczasem brudna woda jest powodem 80% wszystkich zachorowań w tych krajach; i propaganda ekologów spod znaku Greenpeace i innych przeciw chlorowaniu wody jest szkodnictwem o cechach – jak to określił polski chemik, prof. Przemysław Mastalerz – wręcz ludobójstwa.

Wojny z konserwantami wcale nie są mniej szkodliwe. Ludzie od prawieków używali soli dla spowolnienia procesu psucia się żywności. Dzisiaj, dzięki postępom nauki, używa się organicznych środków chemicznych nie mniej skutecznych, lecz nie pogarszających smaku żywności.

Wojna podjazdowa wojującej ekologii z chemią używaną w powyższych (i innych jeszcze) kwestiach związanych z żywnością jest szkodnictwem także w kategoriach zdrowotnych. Tzw. zdrowa żywność, z gospodarstw ekologicznych, jest żywnością, która z konieczności charakteryzować musi się wyższym poziomem zagrożeń chorób związanych z brudem, czyli tych, z którymi moglibyśmy pożegnać się, po osiągnięciu obecnego poziomu cywilizacyjnego.

Przekładając powyższe na jednostkowe doświadczenia, ja dlatego wolę np. szynkę długo dojrzewającą, polskiego czy litewskiego kindziuka i inne produkty zwane slow food, czyli o długim okresie produkcji, że są smaczniejsze niż tańsze produkty masowe o krótkim okresie produkcji. Wcale nie dlatego, że nie używa się konserwantów i innych środków cywilizacji współczesnej. A jeśli kupuję coś w sklepie z tzw. zdrową żywnością  to – szczerze mówiąc – robię to z pewnym wahaniem, bo nie wiem, czy przy okazji nie kupiłem czegoś, co spowoduje, iż wdepnę niechcący we wcześniejszą cywilizację, której brud był nieodłącznym składnikiem.

Tylko kiedyś choroby brudnej wody, brudnych rąk i „brudnej” (szybko psującej się) żywności były nieuchronne, gdyż nie znaliśmy środków zaradczych. Choroby tego rodzaju  d z i  s i a j  są nawrotem ku zacofaniu, wynikającym z odrzucenia nagromadzonej przez naukę wiedzy. Są chorobą nie brudnych rąk, lecz brudnych umysłów…

Czytaj również