Czy złoto może uchronić przed szaleństwami polityków?

Drukuj

Gdy cena złota dochodzi do półtora tysiąca dolarów za uncję, nie sposób nie odczytać tego inaczej niż jako wotum nieufności wobec polityki FED’u, drukującego na potęgę „zielone” w ramach strategii zalewania kryzysu pieniędzmi (do czego też namawiają FED niektórzy luminarze ekonomii…). Zresztą, jest to wotum nieufności nie tylko dla amerykańskich władz monetarnych. Trudno dzisiaj znaleźć międzynarodową walutę, która pozwalałaby spodziewać się, iż utrzyma swoją wartość w stosunku do złota.

http://www.flickr.com/photos/11139043@N00/1439804758/sizes/m/Dlatego w różnych miejscach na świecie odzywają się głosy, aby w tej czy innej formie powrócić do waluty złotej. Nawet obecny prezes Banku Światowego zasugerował coś w rodzaju „zakotwiczenia” walut krajowych w stosunku do złota. Takich głosów jest więcej. Oczywiście, biorąc pod uwagę ilość głupstw już popełnioną na Zachodzie w polityce gospodarczej, nie da się wykluczyć i tego.

Jest to jednak rozwiązanie na krótki okres. Ani historia inflacji, ani historia gospodarcza świata nie potwierdzają pozytywnych efektów waluty kruszcowej. Pamiętajmy, że Rzym cesarski upadł m.in. w następstwie „spodlenia monety”, że użyję terminu Mikołaja Kopernika. W III wieku n.e. doszło ono do szczytu: kolejne redukcje zawartości srebra w rzymskim denarze, sprowadziły denara pod koniec tegoż stulecia – i po reformach Dioklecjana – do statusu pieniądza miedzianego, której nikt nie chciał przyjmować. W rezultacie cesarz wprowadził obowiązek płacenia podatków … w naturze.

Inflacja w Rzymie tymże stuleciu wyniosła 5 000%. Ważniejsze jednak są inne argumenty, wskazujące na niedługi  historycznie okres, w których możliwe było utrzymanie stabilnej wartości walut opartych na którymś szlachetnym kruszcu. Rzecz w tym, że waluta kruszcowa prowadzi do deflacji. Reguła stabilności monetarnej zakładała coroczny wzrost ilości pieniądza w obiegu odpowiadający w przybliżeniu realnemu tempu wzrostu gospodarczego, bowiem gospodarka potrzebuje określonej ilości pieniędzy w proporcji do tworzonego bogactwa (PKB).

Tymczasem światowe zasoby kruszców szlachetnych rosną znacznie bardziej  powoli, co powoduje efekt podobny do globalnej restrykcyjnej polityki monetarnej. W dłuższych okresach powodowało to spadki PKB. Natomiast od czasu do czasu pojawiały się nowe odkrycia bogatych złóż złota czy srebra, co z kolei wywoływało efekty odwrotne: mnóstwo pieniądza w krótkim okresie zalewało gospodarkę, powodując inflację.Jak np. w przypadku powrotu żołnierzy Aleksandra Macedońskiego, którzy przywozili złote monety bite przez ich ukochanego wodza ze zdobytego na Persach i innych złota, powodując inflację w Grecji.

W długim okresie jednakże kruszców zawsze było  z a  m a ł o  w stosunku do potrzeb monetarnych  i tendencje deflacyjne (spadku cen i produkcji) brały górę. Kruszcu po prostu brakowało. Nawet w stolicy światowych finansów, Wielkiej Brytanii, udział złota w całości podaży pieniądza w 1815r. wyniósł 66%, podczas gdy tuż przed wybuchem I wojny światowej – już tylko 10%! Na kontynencie europejskim, mimo niż kraje te funkcjonowały w systemie waluty złotej udział kruszców w 1913r. był – w stosunku do całości podaży pieniądza – też o wiele niższy niż na starcie. Ówczesna stabilność wynikała więcej z zaufania do ówczesnych polityków, tak jak obecna niestabilność wynika z braku zaufania do  o b e c n y c h  polityków.

Złoto w najlepszym razie może pomóc w ustabilizowaniu relacji walut względem siebie, uspokajając nastroje niepewności czy wręcz paniki, ale po kilku, czy może kilkunastu latach stanie się kulą u nogi gospodarki. Niestety, skazani jesteśmy na pieniądz zależny od zaufania, którego (zasłużenie!) dzisiaj brak…        

Czytaj również