Dlaczego Niemcy miewają depresje, czyli jak zwykle o „socjalu”…

Drukuj

Słuchałem parę dni temu radia, gdzie redaktor dokonywał przeglądu prasy, plotąc radośnie o tym i owym, Aż wreszcie doszedł do wiadomości, że Niemcy cierpią coraz częściej na depresje. I zastanawiał się głośno, dlaczego np. w Hongkongu czy Singapurze ludzie są nastawieni bardziej optymistycznie i nie zapadają tak często na choroby tego rodzaju.

http://www.flickr.com/photos/sophistechate/2758739495/sizes/m/in/photostream/

Odpowiedzi nie udzielił, tak jak i nie wskazał na źródła wiedzy o optymizmie w wymienionych państwach-miastach. Postanowiłem, więc, zrobić to za niego. Po pierwsze, nie mając wyników badań psychologicznych, też podejrzewam, że w Hong Kongu i w Singapurze jest mniej depresji, a od owego dziennikarza różnię się tym, że mam nieźle podbudowaną odpowiedź na to pytanie.

Przypomniał mnie się bowiem artykuł w pewnym szwedzkim kwartalniku sprzed ponad 30. lat (dokładnie, bo zachowałem go, z 1980r.). Artykuł prof. Magnussona nosił, w tłumaczeniu, tytuł: „Wyuczona bezradność – „państwo opiekuńcze na dobre, czy na złe?” Przez wyuczoną bezradność ów profesor psychologii uniwersytetu sztokholmskiego rozumiał niezdolność jednostki do powiązania własnych wysiłków z obserwowanymi efektami.

Wyjaśniał on, że człowiekowi potrzebna jest świadomość tego, iż może on, czy ona, wpływać na rzeczywistość swoimi działaniami, wspartymi własną wiedzą, pracowitością, innowacyjnością, itd. Nie tylko uzyskuje on korzyści materialne, ale także psychiczne: właśnie ową świadomość, iż to, co osiągnął, osiągnął własnymi staraniami. Taki celowy aktywizm pozwala ludziom wnosić wkład do szerszych społecznych przemian bądź adaptować się do nich, gdy przychodzą z zewnątrz. Widząc związki między staraniami a efektami, ludzie ci postrzegają świat jako przewidywalny.

Otóż prof. Magnusson, wspierając się teorią wyuczonej bezradności, zwraca uwagę na fakt, że taka bezradność pojawia się wówczas, gdy jednostka nie dostrzega związków między staraniami a efektami. Przejawia się ona w pasywności, zmniejszonej zdolności do podejmowania inicjatywy, pesymizmem, poczuciem braku znaczenia i zaburzeniami psychicznymi.

Profesor ów pisał to w latach, w których Szwecja była tzw. rajem socjalnym (ponad 2/3 PKB rozdzielane było przez państwo!). Zwracał on uwagę, iż rosnące beneficja płynące z zewnątrz – czyli nie zapracowane przez jednostkę – podnosiły wprawdzie jej dobrostan materialny, ale najwyraźniej obniżały jej dobrostan psychiczny. To właśnie jego zdaniem wywoływało coraz liczniejsze sytuacje określane w teorii mianem wyuczonej bezradności. Ludzie zwracali się ku światu zewnętrznemu, w wyniku decyzji którego ich sytuacja materialna ulegała poprawie lub (dodam: coraz częściej) pogorszeniu, nie wiedząc najczęściej dlaczego tak się dzieje. Świat stawał się dla nich coraz mniej przewidywalny…

I stwierdzał, że „poczucie wartości, panowania nad sytuacją … nie mogą zostać nadane komukolwiek. Trzeba na nie zapracować. … Jeśli będziemy usuwać przeszkody, trudności,  niepokoje i konkurencję z życia naszej młodzieży, możemy nie zobaczyć w przyszłości generacji młodych ludzi, którzy maja poczucie własnej wartości i siły panowania nad sytuacją …”. Zostają tylko, jak to określał inny psycholog, prof. Kozielecki, postawy żebraczo-roszczeniowe.

No i mamy odpowiedź na postawione pytanie. W Hong Kongu nawet dziś wydatki publiczne stanowią ok. 20% PKB. Socjalu jest więc jeszcze mniej. I mniej też wyuczonej bezradności i wynikających stąd depresji. Liberalizm jest zdrowy – także psychicznie…

Czytaj również
  • Piotr Sokołowski

    są jeszcze inne czynniki wpływające na stan psychiczny człowieka, niekoniecznie wykonywany zawód i zarobki. Poza tym najszczęśliwsi są mieszkańcy Afryki a na wojnie prawie nie ma samobójstw, więc idąc tym tropem pan proponuje utrudnianie życia obywateli tak żeby się nie nudzili. Co do depresji (rekordowa ilość samobójstw w Skandynawii to mit) to wpływać mogą np.: śmierć bliskiej osoby, awans w pracy, niedostateczne naświetlenie, niezdrowa, rywalizacyjna atmosfera w pracy (w stanach wielu ludzi używa prozacu a jeden z profesorów psychologii stwierdził, że ok. 80% tego narodu potrzebuje terapii, geny, problemy w dzieciństwie, zbyt wymagający rodzice, nastawienie na zewnętrzny sukces (chociaż to może być objaw depresji i niedowartościowania), podobno (wyniki badań, ale to nigdy nie jest ostateczny argument bo badania są bardzo często ideologiczne) 50% szefów największych koncernów cierpi na depresje. Nic dziwnego jeśli się nie ma przyjaciół tylko współpracowników i każdy w czyimś otoczeniu z zainteresowanym rywalizuje i chce mu coś zabrać (na przykład posadę i to niekoniecznie w honorowy sposób).

    • Piotr Sokołowski

      A potem jeszcze czyta felieton, że to jest dobre

  • Mateusz

    Na kogo głosować Panie Profesorze, na kogo? Proszę o opinię.