Innowacyjne przykazania: Po drugie, innowacyjność branż zależy od poziomu rozwoju gospodarki

Drukuj

Tydzień temu obiecałem Czytelnikom wyjaśnić, dlaczego nie mamy – i moim zdaniem przez 15-20 lat nie będziemy mieli – polskiego odpowiednika Nokii. Otóż pierwsze przykazanie (sprzed tygodnia) brzmiało: g o s p o d a r k a e w o l u u j e. W okresie pierwszych 15.-20. lat postkomunistycznych przekształceń nasze krajowe firmy (o zagranicznych – kiedy indziej) przesunęły swoje konkurencyjne przewagi od prostej produkcji pracochłonnej (tekstylia, odzież, drewno, meble) w kierunku produkcji bardziej kapitałochłonnej, takiej jak np. autobusy.
Autobusy, nie zaś samochody osobowe, które nie są może bardziej zaawansowane technologicznie niż autobusy, ale z racji wielkoseryjnej produkcji wymagają znacznie większej i l o ś c i kapitału niż produkcja autobusów. I dlatego samochody osobowe wywarzają także u nas wielkie międzynarodowe koncerny.
Ale gospodarka ewoluuje, więc za kolejne 15-20 lat w procesie ewolucji zmienią się zapewne proporcje między gałęziami przemysłu wymagającymi więcej kapitału niż pracy prostej, a tymi, które wymagają więcej kapitału ludzkiego niż kapitału (fizycznego). Takimi właśnie, jak przemysł informatyczny, czy przemysł farmaceutyczny lub równie innowacyjna produkcja wyrobów chemii małotonażowej. Takie są bowiem, sprawdzone empirycznie przemiany w strukturze produkcji przemysłu przetwórczego.
Dla przykładu, w którymś momencie bezpośrednie koszty produkcji komputerów osobistych Apple’a wynosiły j e d e n procent kosztów ogółem. Fazy przedprodukcyjne i poprodukcyjne pochłaniały 99% kosztów! Ale te fazy: od badań, poprzez projektowanie, testowanie, aż po obsługę posprzedażną, w tym interakcję z użytkownikami, realizuje się w większości w krajach wysoko rozwiniętych. My jesteśmy krajem średnio rozwiniętym i dlatego mamy stosunkowo niewiele tego rodzaju operacji u siebie.
Jeśli ktoś chciałby, więc, pomyśleć dlaczego nie mamy polskiej Nokii, powinien również zadać sobie pytanie dlaczego nie ma Nokii węgierskiej, słowackiej lub czeskiej? I odpowiedź byłaby taka sama, jak w przypadku Polski. Wymienione kraje są, jak Polska, krajami średnio rozwiniętymi i dlatego ich oraz nasze przewagi konkurencyjne znajdują się w branżach charakterystycznych dla takich właśnie krajów. Do branż wysoko zaawansowanych technologii, wymagających intensywnego zaangażowania kapitału ludzkiego wszystkim tym krajom jeszcze brakuje kilkunastu lat ewolucji strukturalnej.
Czy to znaczy, że nie można „przeskakiwać etapów” rozwoju gospodarczego? Ano nie można. Albo inaczej, bardziej precyzyjnie, można, tylko wytwarzać się będzie tandetę imitującą produkty wysokich technologii. Tak było w komunizmie. Kraje gospodarki centralnie planowanej i administrowanej miały nowoczesne gałęzie przemysłu, ale nie miały nowoczesnych produktów tych gałęzi. Wytwarzanie jakichś produktów bez posiadania kompetencji ekonomicznych do ich wytwarzania powodowało właśnie produkcję tandety.
Czy to jednak znaczy, iż nie da się zrobić nic sensownego? Można, ale pierwszym krokiem do powzięcia takich kroków jest zrezygnowanie z zadęcia polityków, którym wydaje się, iż ulepią gospodarkę – jak plastelinę – według swojego „widzimisię”. Jeśli zrozumieją, że wedle stawu grobla, a wedle poziomu rozwoju gospodarczego taka, a nie inna struktura produkcji, to mają szanse zrobić coś pożytecznego. Ale nie sami, tylko we współpracy z lepszymi – czyli tymi na wyższym poziomie rozwoju gospodarczego. I to nie z państwami (bo tu korzyści wielkich nie będzie), ale z wielkimi firmami międzynarodowymi. Ale o tym w następnym felietonie.

Czytaj również