Innowacyjne przykazania: Po pierwsze, gospodarka ewoluuje

Drukuj

Przyglądając się temu, co mówi i pisze się o ważnych problemach gospodarczych w różnych mediach, nabrałem „dyskusjowstrętu”. Powtarzanie wyświechtanych sloganów na dany temat bez żadnego wsparcia danymi statystycznymi, czy dla odmiany podchwytywanie modnych nowinek i klecenie wokół nich jakichś nowych teorii, budzi niechęć do zabierania głosu w takich pseudo-dyskusjach.
Jak np. ostatnio w sprawie tego, że grozi nam spowolnienie i stagnacja gospodarki średnio rozwiniętej. Podejrzewam, że podstawą do tych kassandrycznych zapowiedzi jest jeden, często cytowany, artykuł z 2011r., który zresztą nie wydaje się, by został dokładnie przeczytany i zrozumiany przez nasze lokalne Kassandry.
Ale o tym przypadku, kiedy indziej. Zacznę serię felietonów na temat innowacji od ciągle słabo przyswajanego ABC gospodarki. Szczególnie trudno zrozumieć je „majsterkowiczom”, którzy gospodarkę traktują jak plastelinę, która ulepić można dowolnie, w zależności od aktualnie modnych takich lub innych działań interwencjonistycznych.
Otóż gospodarka rozwija się spontanicznie( co nie oznacza, że nie oddziałują na nią te, czy inne rodzaje interwencji; tyle, że efekty tych interwencji, to często ich zupełnie niezamierzone konsekwencje!). Ów spontaniczny rozwój oznacza m.in., że zmienia się struktura produkcji danej gospodarki.
Np. w bardzo biednej gospodarce o dominacji rolnictwa proces industrializacji powoduje wzrost udziału przemysłu przetwórczego. W bardziej zaawansowanej gospodarce uprzemysławiającej się lub już uprzemysłowionej zmieniają się proporcje między gałęziami przemysłu lekkiego (pracochłonnego) i ciężkiego (kapitałochłonnego) lub później, na wyższym poziomie rozwoju, proporcje między jednymi i drugimi, a gałęziami wymagającymi dużej ilości kapitału ludzkiego (wykształcenia personelu, nasycenia technologią, itd.). Dobrymi miernikami zmian poziomu rozwoju są też, obok zmian w strukturze produkcji, zmiany w strukturze eksportu. Pokazują one zmiany poziomu konkurencyjności danej gospodarki.
A teraz posłużmy się przykładami z naszej gospodarki. Na początku transformacji zachwycaliśmy się sukcesami firm produkujących wyroby pracochłonne. Np. firmą „Nowy Styl” braci Krzanowskich, która zatrudniała parę tysięcy ludzi produkując krzesła i inne proste meble biurowe (na kraj i na eksport). Ale nasza gospodarka ewoluowała, a częścią owej ewolucji były też zmiany nie tylko w strukturze produkcji, ale i związane z tym zmiany poziomu płac (w górę, oczywiście!). Po prostu, staliśmy się zbyt zamożni i nie opłacało się już wszystkiego produkować i montować w kraju. Część produkcji powędrowała, więc, na Wschód, a w kraju znalazły się działy wymagające wyższych kwalifikacji (projektowanie, finanse, marketing, itd.)
Nie tak dawno temu Nagrodę Kisiela dostała z kolei firma „Solaris” państwa Olszewskich. Firma produkuje autobusy – i to co raz lepiej, także jakościowo. Wygrywa ona konkursy na dostawę dużych partii autobusów nie tylko w polskich miastach, ale i gdzie indziej (nie tak dawno np. w Berlinie). Jest postęp od czasu zafascynowania „Nowym Stylem”? Wcale niemały! Na tym przykładzie widać, jak przeszliśmy od dominacji prostej pracochłonnej produkcji do bardziej zaawansowanej kapitałochłonnej produkcji. Autobus jest niewątpliwie znacznie bardziej organizacyjno-technicznie złożonym produktem niż krzesło.
No dobrze, powie jakiś słabo zorientowany malkontent, ale dlaczego nie ma polskiej Nokii? Takie pytanie, które ma być oskarżeniem niewydolności technologicznej i innowacyjnej naszej gospodarki, świadczy właśnie o kompletnym niezrozumieniu tego, jak wygląda spontaniczna ewolucja gospodarki. Ale o tym, dlaczego nie mamy polskiej Nokii – za tydzień.

Czytaj również
  • Tomasz Kłosiński

    Teraz będziemy mieli polską Nokię – rząd Donalda Tuska zadbał o to tworząc spółkę „Inwestycje Polskie”. Donald Tusk idąc za radą nieśmiertelnego J.M. Keynesa „uzupełni” inwestycje prywatne, które w godzinie recesji są zbyt niskie – podtrzyma dynamikę gospodarki. Pomijając już fakt, że nie wiadomo jakim cudem państwo konkurując o zasoby ze swoimi obywatelami nie będzie wypierało inwestycji prywatnych, to oburza sam fakt, że skoro coś jest „społecznie nieakceptowalne” – czyli rząd traci tak cenne dla utrzymania władzy poparcie – to już jest wystarczający powód na nacjonalizacji inwestycji. Doprawdy nie pojmuję – jak można tym absurdalnym i haniebnym systemem nie gardzić?

  • marcinach

    Ja tez tego nie pojmuje, jak mozna ganic socjalizmy na okolo, nie mowiac nic o naszym rodzimym. Tu i teraz. Za tej nowej wladzy, ktora dla mnie od tej poprzedniej pod tym wzglem nie rozni sie od poprzednikow, i poprzednikow, i poprzednikow. To chyba juz do Gierka dojechalem?

  • marcinach

    Ja tez tego nie pojmuje, jak mozna ganic socjalizmy naokolo, nie mowiac nic o naszym rodzimym. Tu i teraz. Za tej nowej wladzy, ktora dla mnie od tej poprzedniej pod tym wzglem nie rozni sie od poprzednikow, i poprzednikow, i poprzednikow. To chyba juz do Gierka dojechalem?