Innowacyjne przykazania: Po trzecie, innowacje realizują firmy

Drukuj

Wielokrotnie mówiłem i pisałem, spotykając się nierzadko z reakcjami żywej niechęci, iż innowacje realizują firmy, a nie biurokracje, nawet te specjalnie stworzone w celu promowania innowacji. I dodawałem, że jeszcze nikomu nie udało się zbudować Doliny Krzemowej za państwowe pieniądze. Wynalazki powstają także w wielkich instytutach badawczych, patentujących często efekty prac swoich uczonych. Ale wynalazek, żeby stać się innowacją, potrzebuje środowiska o silnych motywacjach i silnych bodźcach ekonomicznych.
Takie motywacje i bodźce ekonomiczne są obecne w Dolinie Krzemowej. Nie tylko – jak się zdaje niektórym – wysokie płace, ale przede wszystkim powiązanie silnych bodźców z efektami w postaci innowacji. W niedużych innowacyjnych firmach ich założyciele nie są w stanie zapewnić utalentowanym fachowcom wysokich płac, które z łatwością mogliby dostać w jakichś państwowych programach badawczych czy w wielkich korporacjach.
Ale oferta jest kusząca: „Płacimy ci średnio, jak na twoje kwalifikacje i talent, ale jeśli nam się uda przekształcić nasze pomysły w innowacje i wejść z sukcesem na rynek, to po przekształceniach firmy (np. po wejściu na giełdę) twoje udziały będą warte miliony.” I wielu skłonnych do podjęcia ryzyka wchodzi do takiego przedsięwzięcia. Robią to, co lubią i jak się uda – zostaną multimilionerami.
Aby tak się stało, ważne są sensowne regulacje, które pozwolą takim firmom łatwo powstawać, łatwo funkcjonować i łatwo przekształcać się, by zdyskontować lata wcześniejszych – zawsze grożących bankructwem – ryzykownych eksperymentów. Niestety i w Ameryce politycy i urzędnicy bardzo starają się, by zaszkodzić innowacyjności (oczywiście będąc bardzo usatysfakcjonowani, że pomagają!). Stąd m.in. spowolnienie – także innowacyjności – amerykańskiej gospodarki.
Ale wracajmy do naszych baranów, jak mawiał mistrz Patelin (nie chciałbym, by zostało to potraktowane jako aluzja!), czyli do firm i ich innowacyjności. W naszych (intelektualnych i politycznych) zapędach czasem trudno zauważyć, że inni coś robią w sprawach innowacji, a innowacyjne wielkie firmy działają na wielką skalę – czasem bardzo skutecznie.
Podczas jednego z corocznych spotkań łańcuckiego Forum nt. nowej Europy, organizowanych niegdyś przez rzeszowską Wyższą Szkołę Informatyki i Zarządzania Prof. Barbara Javorcik, wówczas z Banku Światowego, a dziś z Oxfordu, zwróciła uwagę na niedocenianie faktu, iż wielkie firmy, takie jak. np. Pfizer, Siemens, czy Ford, mają budżety na B+R większe, czasem dwa razy większe, niż budżety wówczas analizowanej środkowoeuropejskiej ósemki (Polski, Czech, Węgier, Słowacji, Słowenii i trzech krajów bałtyckich).
W dodatku ich inwestycje w Polsce i innych krajach naszego regionu są na ogół inwestycjami w bardziej zaawansowane technologicznie gałęzie produkcji. Tak więc, jeśli władze publiczne chciałyby zrobić coś, co być może miałoby jakieś pozytywne efekty, to należałoby wypytać takie firmy w Polsce, czego by potrzebowały, aby zbudować tu właśnie, a nie gdzie indziej, jakąś np. testownię wytrzymałości materiałów, ośrodek badań rozwojowych, czy inne rodzaje działań wymagających wysokich kwalifikacji personelu.
Często zresztą, co wynika z badań firm międzynarodowych, pewna część ich aktualnych działań kwalifikuje się jako prace typu B+R, tyle że firmy te nie są specjalnie zainteresowane sprawozdawczością zewnętrzną i niekoniecznie uwzględniają je w statystykach. Tak czy inaczej, dobrze jeśli takie innowacyjne międzynarodowe firmy z krajów wyżej rozwiniętych gospodarczo (pisałem o tym w poprzednim felietonie), będą u nas, a nie gdzie indziej, w kraju na podobnym do naszego poziomie rozwoju, oraz tu właśnie prowadzić będą jakąś część swoich prac badawczych, rozwojowych i innych. Możemy na takiej współpracy tylko zyskać.

Czytaj również