Jak sprzedać zardzewiałe liczydła jako komputer…

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/eurleif/255241547/sizes/m/Jak? Metodą „na Kaczyńskiego”! Irytują mnie nie tyle lamenty tzw. pisowskich liberałów, ile tych z zewnątrz, którzy współczują im, martwią się o ich przyszłość i doradzają jak się znaleźć w nowej sytuacji. Rozważają, z życzliwością, jakie mają szanse w polityce, Po pierwsze, obie panie i ci, którzy w PiS-ie je wspierają mają tyle wspólnego z liberalizmem, ile piszący te słowa z „Rydzykarnią”. Ale nie to jest najważniejsze.

Najważniejszy jest niemal zupełny brak – z jednym, dwoma wyjątkami – jakiejkolwiek pogłębionej refleksji, moralnej czy prawnej, na temat zachowań pani Kluzik-Rostkowskiej et consortes w prezydenckiej kampanii wyborczej. Rozważa się niekiedy – całkiem poważnie – czy wynik tych wyborów był dla Jarosława Kaczyńskiego sukcesem, czy klęską, i czy jego ekipa ma rację czuć się „porzucona i poniżona”.

Może warto zastanowić się, co tak naprawdę starała się zrobić ta wspaniała ekipa. Otóż ta ekipa z zimną krwią starała się sprzedać polskiemu społeczeństwu „fałszywkę” –  K a c z y ń s k i e g o,  j a k i e g o  n i e  b y ł o,  nie ma i nie będzie. To znaczy starała się, po prostu, oszukać naszych rodaków. To, że im niemalże  udało się jest jedynie dowodem na niedojrzałość emocjonalną znacznej części polskiego społeczeństwa.

Ale to temat na inny felieton. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę, co podkreśla bodaj tylko Waldemar Kuczyński, że ekipę wyborczą chwali się za niemalże udane kłamstwo wyborcze. Za sprzedaż jakiejś ufryzowanej, podmalowanej, politycznej laleczki Barbie, która na rozkaz uśmiecha się i opowiada słodkim głosem sympatyczne hasełka…

Czy to przypadek, że jacyś polityczni cwaniaczkowie zapraszają to towarzystwo do ich własnej partii, a spragnieni nośnych tematów żurnaliści snują rozważania, do której partii to towarzystwo nadawałoby najbardziej? Moim zdaniem jest to następstwo upadku politycznych dobrych obyczajów. Oszustwo? No tak, ale skuteczne, więc może warto by mieć takich zręcznych nabieraczy u siebie…

Na zakończenie jeszcze parę ogólniejszych refleksji. To, co zrobili Kluzik-Rostkowska i spółka, to – jak stwierdziłem – próba „sprzedania” wyborcom fałszywego produktu, który udawać miał coś innego. I w tym kontekście warto zwrócić uwagę na  r ó ż n i c ę  m i ę d z y  b i z n e s e m  a  p o l i t y k ą.  Otóż w biznesie handlowiec, który sprzedałby klientowi zardzewiałe liczydła w eleganckiej obudowie jako komputer popełniłby oszustwo, którego następstwem byłaby sprawa karna i w efekcie być może również więzienie. W polityce udana sprzedaż fałszywego produktu okazuje się być tytułem do chwały, a w każdym razie mało ważnym drobiazgiem w porównaniu z efektem uzyskanym dzięki owemu oszustwu.

To jedna refleksja. Kolejna – z niej wynikająca – to dramatyczna różnica standardów biznesu i polityki na niekorzyść tej ostatniej. Tymczasem to politycy uchwalają ustawy, które regulują działalność biznesu. I wreszcie ostatnia refleksja: ilu polityków pozostawałoby na wolności, gdybyśmy stosowali do działań polityków reguły gry, które oni sami uchwalili dla biznesu?…

Czytaj również