Kto jest winien niepowodzeniom?

Drukuj

W świecie – lewicowej z pochodzenia – tzw. politycznej poprawności obowiązują pewne obyczaje, zdecydowanie przeszkadzające w wykorzystywaniu wiedzy, a nawet zdrowego rozsądku. Jedną z nich jest to, że nie należy krytykować tym, którym się źle powiodło.

http://www.flickr.com/photos/marthaenpiet/2433939537/sizes/m/

A więc, np., Afryka jest biedna, więc należy odrzucić wiedzę ekonomiczną i nie tylko ekonomiczną oraz domagać się coraz większej dla niej pomocy. I (broń Boże!) nie krytykować złych instytucji ekonomicznych, złej polityki i (skoro już jesteśmy przy literze „zet”) także złodziejstwa z tą pomocą związanego.

Wielu ekonomistów z krajów Afryki nawołuje, by z pomocą skończyć, co zmusiłoby kleptokratyczne (elegantszy termin niż złodziejskie) elity do działań na rzecz wzrostu krajowego PKB, gdyż – bez zagranicznych pieniędzy – byłoby to jedyne źródło możliwego wzbogacenia się. Tyle, że skorzystaliby na tym też inni mieszkańcy tych krajów. Alei „poprawnościowcy” udławili by się chyba wpierw niż napisali coś podobnego!

Ucieczka od wiedzy i zdrowego rozsądku w tych sprawach aplikowana jest przez wyznawców tego – jak to kiedyś nazwałem – „postnaukowego ciemnogrodu” do wszelakich podobnych sytuacji. Jeśli ktoś coś spie…  i dostanie przy okazji w pewną część ciała, to zamiast wskazać na związki między przyczyną i skutkiem, szuka się na siłę innego winowajcy.

Obecny kryzys finansowy na świecie stał się kolejną okazją do popisów tego rodzaju. Postępowi publicyści z pianą na gębie zachłystywali się w Stanach złością, jak to podłe banki udzielały kredytów hipotecznych ludziom, których niskie dochody powodowały, że nie było ich stać na kupno własnego domu. To, że rozmaici cwaniaczkowie za dychę, wytrzeźwiawszy nieco i odprasowawszy zmięty garnitur, szli do banku i brali kredyt, sądząc iż ceny nieruchomości zawsze będą szły w górę i zarobią na tym, sprzedając ów dom z zyskiem, nie interesowało „poprawnościowców” w ogóle.

Przedsmak tego kompletnego braku odpowiedzialności za własne działania obserwowaliśmy w szczycie boomu kredytowego, czyli przed 2008r. Prasa opisywała różnych emerytów, którzy chodzili od banku do banku i brali tak kredyty. Rekordzistka miała, bodajże 13 czy 15 kredytów, których przecież nigdy nie spłaci.

Podobną mentalność obserwuję ostatnio w odniesieniu do „biednych” krajów Eurolandu, które zostały skrzywdzone, gdyż „kryzysu nie byłoby bez ogromnego przepływu kapitału z centrum Eurolandu na jego peryferie” – odkrył korespondent bliskiej tego typu myślenia „poprawnościowej” gazety. No cóż: „Nie pożyczaj, dobry zwyczaj, nie oddają – jeszcze łają!”. Inny lewicujący dziennik daje tytuł korespondencji z Portugalii, że kraj ten ma dosyć „obelg, haseł i szantażu”. I ów redaktor (o nazwisku, tym razem nomen,  n i e  omen, Wise) cytuje czołowego portugalskiego socjologa, iż jego rodacy i on sam są zaszokowani tym, iż Europa uważa, iż biedni są winni własnej biedy.

A kto jest winien? Krasnoludki? Portugalia jest średniorozwiniętym krajem, który od lat 50. do 90. XXw. zmniejszył o połowę dystans rozwojowy do bogatej Europy. Tyle, że w ostatnich dwóch dekadach Portugalczycy najwyraźniej uznali, iż już dość napracowali się i chcą nadal żyć coraz lepiej, tylko już bez większego wysiłku.

I rzeczywiście. W latach 90. prawie podwoili udział „socjalu” w PKB. A to zawsze spowalnia wzrost gospodarczy. Efekt? W XXI w. Portugalia była  n a j w o l n i e j  rosnącym krajem unijnej Europy, za to zadłużającym się na potęgę i z zapałem marnującym większość unijnego „socjalu”, czyli funduszy pomocowych. O czym warto przypominać pro domo sua.

Czytaj również