Kto z kogo robi łupka?

Drukuj

„Szeptanka”, czyli tzw. szeptana propaganda – np. że będzie wymiana pieniędzy, albo, że będą wprowadzone kartki na mięso – była w latach stalinowskich przestępstwem. W demokracjach można mówić, co komu ślina na język przyniesie. I rzeczywiście mówi się, czasem z głupoty, a czasem celowo. Z góry stwierdzam, iż nie wierzę, by „szeptanka” na temat szkodliwych następstw gazu łupkowego, prowadzona były z czystej głupoty.

http://www.flickr.com/photos/royaldutchshell/5552564336/sizes/m/in/photostream/

Po pierwsze, tę medialną i pozamedialną „szeptankę” uprawiają ekolodzy, a to już z definicji czyni podejrzanymi opinie przez nich wyrażane. Ekolodzy mają swoje obsesje, z których jedną jest „zielona energia”, czyli wszystko to, co jest kosztowne i może w efekcie doprowadzić do ruiny wysoce efektywną kapitalistyczną gospodarkę rynkową.

Ciągle słyszymy od ekologów, że to na razie, że tanie technologie biopaliwowe, wiatrowe, słoneczne, itd., są „tuż za rogiem”. Tyle, że ci, którzy – jak ja – obserwują tendencje w zakresie energii od lat 70. ub. wieku, słyszą tę śpiewkę już od czterdziestu lat.  Coś, co czeka na nas za rogiem tyle czasu, albo będzie tak czekać do końca świata, albo po prostu  n i e  i s t n i e j e.

Opinie dotyczące ubocznych skutków stosowania nowych technologii wydobywania gazu łupkowego nie mają na celu – jak inne zresztą – nas przestrzec, lecz  p r z e s t r a s z y ć. Jest to taktyka uprawiana przez ekologów od początku istnienia tego ruchu. I, niestety, skutecznie. Wielu ludzi łatwiej uwierzy w katastroficzne wizje ekopropagandy niż w to, o czym przekonuje nas nauka.

Straszenie, że wydobycie gazu łupkowego spowoduje zanieczyszczenie zbiorników wodnych jest taką samą prawdą, jak straszenie nas innymi strasznymi  konsekwencjami np. modyfikowanych genetycznie zbóż, soi, czy kukurydzy. Przy okazji: modyfikujemy genetycznie od pojawienia się rolnictwa, czyli od 8.-10. tys. lat. Gaz łupkowy wydobywa się w USA (i u nas będzie podobnie, bo to ta sama technologia) na poziomie kilku tysięcy metrów. Wydobywa się wprawdzie wpuszczając mieszankę wody, chemikaliów i piasku, ale i wtrysk pod ziemię i późniejsze wydobycie odbywa się rurami. A mieszanka, cięższa od wody, sama nie zrobi sobie spacerku pod górę, bo tylko w ten sposób mogłaby dostać się do znajdujących się  t y s i ą c e  m e t r ó w  w y ż e j  zbiorników wodnych.

Ale ludzi chodzących do kin na horrory i filmy gatunku „fantasy” być może da się przestraszyć. Rzymska zasada postępowania karnego, która mówi, że podejrzany jest ten, kto mógł skorzystać z przestępstwa, każe badać nie tylko interes w „szeptance” tych, których obsesje zostają zagrożone, ale też i tych, których bardziej realne, bo ekonomiczne, interesy są zagrożone pojawieniem się dużej ilości taniego paliwa kopalnego.

I tutaj mamy też listę podejrzanych. A więc, Gazprom i Rosjanie, którym w perspektywie dekady grozi eliminacja, bądź skurczenie dochodów z eksportu gazu do Europy, mogą „podpuszczać” ekologów. Jest też, co widać, Francja, której parlament, nie czekając na zamówioną ekspertyzę (najwyraźniej nie byli pewni, że dostaną, co chcieli!), zakazał prób z wydobywaniem gazu łupkowego.

Dlaczego? Odpowiedzi są dwie. Po pierwsze, Francja produkuje energię elektryczną z elektrowni atomowych relatywnie taniej i jej przewaga nad konkurentami mogłaby rosnąć, gdy wzrastać będą wysokie podatki od konwencjonalnych źródeł energii w związku z szaleństwami „ociepleniowymi”. A nowe źródło energii mogłoby tę przewagę kosztową zniwelować. Drugim, dodatkowym, argumentem mogłyby być zagrożenia dla francuskich interesów budowania elektrowni atomowych za granicą (Francja, to jeden z głównych graczy na tym rynku).

Być może w ślad za tym pójdą próby wprowadzenia ogólnounijnego zakazu, który uderzyłby w Polskę i wiele innych krajów UE. Trzeba pilnie monitorować i uważać na to, kto z kogo robi łupka. Stawki w tej grze są dość wysokie.

Czytaj również