Mnożnik keynesowski, czyli jak kelner daje napiwki konsumentowi

Drukuj

Milton Friedman, noblista z ekonomii, zwykł był mawiać, że nie istnieje obiad za darmo. To znaczy, ktoś za niego musi zapłacić (niekoniecznie sam obiadowicz). Jest jednak sprawą interesującą, że właściwie pomijał milczeniem makroekonomię keynesowską, której kamieniem węgielnym było przekonanie, że jeśli dla pobudzenia gospodarki rząd np. zwiększy wydatki publiczne, to za każdego dolara, funta, franka itd. włożonego przez państwo, PKB wzrośnie o więcej niż włożono. Inaczej mówiąc kanonem tej makroekonomii – do dziś dominującej w świecie zachodnim – był mnożnik powyżej jedności.

http://www.flickr.com/photos/aaronf/139344191/sizes/s/in/photostream/
by thoth92

Tę formułę przyjmowano właściwie na intuicję. Teoretycznie, jeśli państwo wydało ekstra na budowę dróg, powiedzmy, miliard, to wydawało się intuicyjnie oczywiste, że ci, którym za to budowanie zapłacono też wydali – przynajmniej część – tego, co zarobili na budowie. Wiara w Keynesa przypominała wiarę młodych adeptów obcujących ze słynnym polskim facecjonistą, Francem Fiszerem. Fiszer kiedyś w czasie dyskusji na temat istnienia Boga w postaci materialnej (fizycznej) lub, alternatywnie, wyłącznie duchowej, obstawał za formą materialną. Wreszcie zawołał: A teraz dam wam najbardziej przekonujący dowód na istnienie Boga materialnego. Jaki? Jaki, mistrzu? – zawołali adepci. Daję wam na to moje słowo honoru – powiedział z całą powagą Fiszer.

Otóż z mnożnikiem było podobnie. Aż do przełomu tysiącleci, kiedy to pierwszy prof. Robert Barro (w swej książce: „Nothing Sacred”) stwierdził empirycznie dla USA, że mnożnik zbliżał się do jedności w czasach wojny, kiedy indziej zaś był dużo mniejszy. A to dlatego, że wojna dodawała produkcji, podczas gdy w czasach pokoju wydatki publiczne zastępowały generalnie wydatki prywatne.

Coraz więcej ekonomistów – w ślad za prof. Barro – podkreślało istnienie różnych tzw. efektów niekeynesowskich. Otóż tak pracodawcy, jak i pracobiorcy dostrzegali, że szybki wzrost wydatków publicznych oznacza, iż w przyszłości rządzący, aby „domknąć” deficyt budżetowy i zredukować rosnący dług będą musieli podnieść podatki. A to oznacza, że bodźce do pracy, zarabiania, oszczędzania i inwestowania będą jeszcze słabsze niż są obecnie. W rezultacie zamiast inwestować lub więcej wydawać na konsumpcję decydowali się więcej oszczędzać. Mnożnik keynesowski znikał jak sen jakiś złoty.

Zresztą, pomijając ekonomię, warto zatrzymać się przez moment nad logiką mnożnika większego od jedności. Friedman miał rację, gdy mówił, że nie ma obiadu za darmo i ktoś za niego zapłaci. Jednak z punktu widzenia logiki mnożnik keynesowski powyżej jedności to coś więcej nawet niż obiad za darmo. Idąc friedmanowskim tropem, można powiedzieć, że jest to sytuacja, w której kelner, zamiast pobrać od gościa pieniądze za zjedzony obiad nie tylko nie bierze od niego żadnych pieniędzy, ale jeszcze sam wręcza gościowi napiwek równy wartości mnożnika powyżej jedności…

No i tak doszliśmy do naszych czasów kryzysu świata zachodniego, w którym wiara w mnożnik powróciła z całą mocą. I to mimo danych wskazujących, że dziesięcioprocentowe deficyty budżetowe dawały niezwykle mizerne przyrosty PKB. No, cóż. Żyjemy jak widać w okresie renesansu wiary. Nie tyle religijnej, ile wiary, że coś w końcu musi pomóc. Nie musi, ale o tym kiedy indziej.

Czytaj również
  • Dareios

    Panie profesorze, może Pan jakoś wyjaśnić dlaczego Friedman jako twórca monetaryzmu i jakby nie było oponent keynesizmu uważał Keynesa za wybitnego ekonomistę jednocześnie krytykując szkołę austriacką która okazuje się być o wiele bardziej logiczna niż keynesizm?

  • Mateusz

    ad Dareios
    Tak w skrócie, to Friedman przyjmował ramy analityczne makroekonomii stworzone w ramach tzw. syntezy neoklasycznej (Hicks, Samuelson – analiza globalnego popytu,krzywa IS/LM…), która miała być połączeniem keynesizmu i analiz szkoły klasycznej. Generalnie spór spadkobiercy Keynesa/ monetaryści dotyczył tego, czy skuteczniej gospodarkę stymuluje polityka fiskalna (keynesiści) czy pieniężna (monetaryści). Nie było jednak dyskusji o tym, że aktywna polityka państwa jest konieczna do wzrostu dobrobytu. Ostatnio słusznie zauważył to Paul Krugman http://krugman.blogs.nytimes.com/2012/03/14/macro-retrogression/
    Szkoła austriacka przyjmuje radykalnie inne ramy analizy ekonomicznej – generalnie jej przedstawiciele potrafią wywieść twierdzenia „makro” z twierdzeń „mikro”. Ciekawą krytykę zarówno keynesizmu, jak i monetaryzmu można znaleźć w książce J. Huerty de Soto wydanej przez Instytut Misesa, dostępnej na stronie autora: http://www.jesushuertadesoto.com/books_polish/dinero_polaco.pdf

  • Dareios

    Mi się wydaje że ten spor między austriakami a monetarystami jest nieco sztucznie napędzony. Jakby nie było Friedman był obrońcą wolnego rynku i raczej krytycznie odnosił się do interwencji państwa. tylko że Friedman był realistą a nie idealistą i postulował realne rozwiązania w przeciwieństwie do kilku obecnych ewangelistów ASE

  • Mateusz

    Nie chodzi o spór polityczny tylko o standardy uprawiania ekonomii. Spór monetarystów i austriaków dotyczy głównie metodologii ekonomii i ekonomicznej teorii pieniądza, bankowości i kapitału. Dyskutowali o tym już wcześni monetaryści (Clark, Fisher, Knight) z wczesnymi austriakami (Bohm-Bawerk, Mises, Hayek). Czepianie się Friedmana przez późniejszych austriaków to ciąg dalszy tamtych ekonomicznych, nie politycznych debat.
    Mam też uwagę co do „realizmu” czy „pragmatyzmu” rozwiązań proponowanych przez Friedmana. Jego doradzanie Reaganowi skończyło się tym, że prawie co roku podnoszono podatki, wydatki rosły w niespotykanym tempie, niszczono swobodę w handlu zagranicznym, rozpoczęto największą w historii wojnę z narkotykami. Ja za tak skuteczne lobbowanie za wolnością jednak podziękuję.

    • Dareios

      Tylko że Friedman był jedynie doradcą a nie decydentem. Friedman opowiadał się raczej za legalizacją narkotyków, więc to że Reagan wytoczył wojnę narkotykom raczej nie jest zasługą Friedmana

  • Mateusz

    Jeszcze jedna drobna uwaga do „realizmu”. To właśnie austriacy a nie Friedman są „realistami” w sensie filozoficznym :) http://mises.org/journals/scholar/long3.pdf

    • msud

      Jaki wasza dyskusja o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy ma związek z 10% deficytami wytworzonymi przecież nie na wsparcie konsumpcji tylko na utrzymanie płynności systemu finansowego? Gdzie tu miejsce na jakikolwiek mnożnik?