Nieoczekiwana zmiana miejsc

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/dencha-designandphotography/4376022755/sizes/m/

Był kiedyś taki amerykański film, wyświetlany w Polsce właśnie pod powyższym tytułem. Dotyczył jednostkowych losów dwóch ludzi, których życiowy przypadek zamienił pozycjami na drabinie społecznego znaczenia i zamożności. Najnowszy rozwój sytuacji w gospodarce świata zachodniego pozwala tak samo określić zmianę  zachowań, między Europą Zachodnią a Stanami Zjednoczonymi.

Przez prawie trzy dekady sytuacja była dość jednoznaczna. Mieliśmy świat zachodni dwóch prędkości. Z jednej strony wolno tocząca się do przodu, przeciążona socjalem, kontynentalna Europa, z drugiej zaś Stany Zjednoczone, bardziej liberalne i bardziej innowacyjne, w ślad za którymi szły niektóre inne kraje anglosaskie. W efekcie USA rosły w tym okresie szybciej mniej więcej o 1% PKB rocznie, a np. idąca podobną drogą Wielka Brytania rosła szybciej niż inne porównywalne zachodnioeuropejskie kraje (Niemcy, Francja, Włochy).

Przyszedł kryzys i nagle stało się coś wielce interesującego. Otóż te ostatnie kraje, a zwłaszcza Niemcy, przestraszyły się, że do i tak już bardzo ciężkiego bagażu socjalnego będą musiały dodać kolejny bagaż w postaci „stymulusów” w wysokości wielu procent PKB rocznie. I postanowiły (z wyjątkiem Francji) dość ostrożnie – mimo spodziewanej głębokiej recesji – oddziaływać na wzrost popytu.

Mało tego, mimo powolnego wychodzenia z recesji, szereg spośród nich uznało skalę rosnącego długu publicznego za większe niebezpieczeństwo niż wolniejszy (nawet od wczesnego wolnego tempa) wzrost gospodarczy i rozpoczęło wdrażanie programów redukcji wydatków publicznych oraz zmian w systemach świadczeń społecznych. Najważniejsze zmiany dotyczą późniejszego przechodzenia na emeryturę. Na tę drogę weszły nawet kraje zachodnioeuropejskie, które wcześniej w obecnym kryzysie wyróżniały się wielkiej skali „stymulusami”. Kraje te zachowały się, więc, tym razem bardziej po amerykańsku, nie ingerując aż tak bardzo we wspieranie spadającego popytu.

Tymczasem w USA, po wyborach w 2008r., doszli do władzy entuzjaści egalitarnej ideologii i europejskiego modelu socjalnego, którym dłonie aż świerzbiały z chęci majsterkowania. W rezultacie górę wziął otrzepany z kurzu i odświeżony keynesowski fiskalny aktywizm, połączony ze wzmożonym aktywizmem monetarnym: od niskich (prawie zerowych) stóp procentowych do niesławnych „ułatwień ilościowych” (quantitative easing), które we wcześniejszych latach nazywano po imieniu „drukowaniem pustego pieniądza”.

Ale konsumenci, zadłużeni w wyniku wcześniejszej „balangi” w warunkach taniego pieniądza, zachowują się dość wstrzemięźliwie. Zaś przedsiębiorcy dostrzegają umiarkowanie konsumentów. W dodatku, widząc że rząd zapowiada wyższe podatki oraz wprowadza kolejne interwencjonistyczne uciążliwości, niezbyt optymistycznie oceniają perspektywy inwestowania. W rezultacie, mimo nieznanej w historii skali ekspansji makroekonomicznej gospodarka amerykańska wychodzi z recesji znacznie wolniej niż w poprzednich recesjach.

Interesujące jest jednak to, że mimo nieoczekiwanej zmiany miejsc nie zmieniły się negatywne skutki majsterkowiczostwa na wielką skalę. Obok niższego wzrostu niż w przeszłości, majsterkujące Stany dorobiły się przy tym „europejskiego” wyższego bezrobocia, za to bardziej wstrzemięźliwe Niemcy, najsprawniejsza dziś wielka zachodnia gospodarka, mają najniższe bezrobocie od 30. lat. Jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie ugruntowanych wniosków, ale warto mieć na uwadze dotychczasowe doświadczenia.



Czytaj również