O prawdopodobnych pożytkach z lekcji greckiej

Drukuj

Media i autorytety polityczne, społeczne oraz ekonomiczne zarzucają nas komentarzami na temat tego, czy Gracja wyjdzie ze strefy euro, czy nie wyjdzie – i jakie tego będą koszty dla Grecji, dla strefy euro oraz dla świata (w tym i Polski). Rynki dostają zaś kolejnych drgawek. Nadchodzi katastrofa – wieszczą.

http://www.flickr.com/photos/hinkelstone/6309941378/sizes/m/in/photostream/
by quapan

Tymczasem warto byłoby zastanowić się, jaką lekcję wyciągnąć mogą Grecy i wszyscy inni z wyjścia Grecji z Eurostrefy i powrotu do jakiejś neodrachmy oraz ewentualnej deklaracji, że Grecja nie będzie spłacać swego długu publicznego. I wyciągnąć wnioski, czy takie postępowanie opłaca się samym Grekom.

Przyjrzyjmy się najpierw powrotowi do narodowej waluty. Konsekwencją będzie bardzo silna dewaluacja drachmy: spadek jej wartości o 50% i więcej w stosunku do euro i innych walut. Grecja jest eksporterem usług (dochody z turystyki, z przewozów towarów drogą morską), natomiast importuje bardzo znaczną część wyrobów przemysłowych, poza żywnością. W rezultacie ostrego wzrostu cen siła nabywcza ludności spadłaby nawet o jedną czwartą. (i to bez ulicznych demonstracji, bo jak tu demonstrować przeciwko ustalonemu przez rynek kursowi walutowemu!).

Ale to nie koniec. Jakkolwiek część pomocy dla Grecji idzie na spłacanie (i tak już częściowo darowanych!) długów, to jednak reszta zasila budżet i służy finansowaniu płac biurokracji, emerytur i usług publicznych. Pamiętajmy, że w Grecji przypada na milion mieszkańców pięć razy więcej urzędników niż np. w Wielkiej Brytanii. Gdy zabraknie pomocowych „zastrzyków” nastąpią albo masowe zwolnienia, albo ostra obniżka płac (o jedną trzecią? o połowę?). Tak czy inaczej, siła nabywcza spadłaby silnie i z tego powodu. Gospodarka prywatna zaś (poza turystyka, która silnie zyska na dewaluacji) rozwijać się będzie wolniej, bo możliwości kredytowe banków greckich skurczą się dramatycznie.

Takie dramatyczne obniżenie poziomu życia najpierw podniesie poziom wściekłości, ale później być może również poziom zrozumienia ekonomicznych realiów. Dydaktyczny kopniak tam, gdzie „plecy tracą swą szlachetną nazwę”, może zadziałać silniej niż zasypywanie kombinatorów pieniędzmi pomocowymi i jednoczesne – mało przekonujące – grożenie paluszkiem, że jeśli Grecy nie będą grzeczni, to im się część tej pomocy cofnie. Bo ci, co nadal kombinują liczą, iż we własnym interesie inni będą dalej ich finansować, bo koszty wykluczenia Grecji byłyby wysokie także dla pomagających.

Koszty dla innych mogą być odczuwalne, ale nie należy kolejny raz zapowiadać setek miliardów, czy biliony strat. A co ważniejsze, jeżeli już liczy się straty z wyjścia definitywnego Grecji ze strefy euro, to na drugiej szali trzeba postawić dotychczasowe i przyszłe koszty kolejnych drgawek rynków i ich wpływ na funkcjonowanie systemu bankowego. A także koszty wolniejszego wzrostu gospodarczego, gdy w wyniku trwającego latami wysokiego poziomu niepewności inwestycje rosną powoli lub wcale.

Lekcja grecka spowoduje także inne korzyści dydaktyczne. Po pierwsze, będzie ostrzeżeniem dla tych amatorów „jazdy na gapę”, którzy chcieliby pójść grecką drogą. I, po drugie, nauczy amatorów majstrowania przy instytucjach, że trzeba przewidzieć także i negatywne zachowania, które przedtem lekceważono, uważając, że „jakoś to będzie”. Klub, do którego trudno wejść, którego reguły gry członkowie lekceważą i z którego nie można wyjść, musiał wcześniej, czy później popaść w tarapaty. Lekcja, choć kosztowna, może mieć cenne wartości dydaktyczne…

Czytaj również
  • msud

    Jeżeli po wyjściu Grecji ze strefy Euro, zadłużenie nie zostałoby zredukowane do kilku procent nominalnej wartości, korzyści dla Grecji z wprowadzenia drahmy byłyby mniejsze niż straty na obsłudze zadłużenia wynikające z dewaluacji. Wchodząc do strefy Euro drahma była wymieniana w relacji około 320 za 1 Euro. Spekulacje, że dewaluacja drahmy zatrzymałaby się na jakichś magicznych 50% są czystym wymysłem. Zadłużenie Grecji natomiast pozostałoby w Euro. Jest to scenariusz w żaden sposób atrakcyjny dla greków.
    A czy jest to scenariusz atrakcyjny dla pozostałych członków sterfy Euro?
    W chwili kiedy Grecja odpadłaby ze strefy, spekulacja na ryzyku greckim zakończyłaby się to oczywiste. Ale w kolejce na spekulantów czekają… przede wszystkim Włochy. Po udanej operacji greckiej spekulanci nie zawahaliby się zaatakować pozycję finansową Włoch. Czy Włochy nie są zbyt duże i w znacznie dalej idący sposób związane ze strefą Euro ażeby reszta sterfy Euro, nota bene bez Hiszpanii, Portugali, Irlandii, udławiła się tym kąskiem na dobre? Myślę, że żaden z krajów sterfy Euro pojedyńczo ani razem nie są w stanie przeciwstawić się masom dolarów i Euro drukowanym bez opamiętania przez poszczególne rządy, a które w postaci nadmiernej płynności rynku finansowego leżą na szali kontrolowanej przez spekulację. Każdy racjonalnie myślący minister finansów będzie robił wszystko, żeby zapobiec zwucięstwu spekulacji czy też kapitulacji państw przed siłą rynków finansowych.