O rosnącej gospodarce, wygrywaniu wyborów i … klasie

Drukuj

Jarosław Kaczyński niedawno „dał głos” w jednym z pseudo-prawicowych pisemek na temat przegranych nie tak dawno wyborów. Używam przymiotnika: „pseudo-prawicowy”, gdyż nowoczesna prawica jest już przynajmniej od XIX., jeśli nie wcześniej, pogodzona z własnością prywatną i kapitalistycznym rynkiem. Dlatego jeśli PiS miałbym nazwać prawicą to tylko taką przedoświeceniową, czyli tzw. czarną sotnią.

http://www.flickr.com/photos/nowaccy/6216852736/sizes/o/in/photostream/
by Ania i Artur Nowaccy

Tak więc, Prezes przedoświeceniowej prawicy powiedział coś bardzo interesującego – ale tylko jako objaw myślenia w kategoriach bardzo krótkiej pamięci. Otóż stwierdził on, że PO wygrała w ub. roku wybory, bo jednak był wzrost gospodarczy, a ponadto miała w swoich rękach prawie wszystkie media.
Jarosław Kaczyński uważa najwyraźniej, że jego zwolennicy to Homo (ledwo) sapiens i już nie pamiętają, co się działo w latach 2005-07. A warto przypomnieć, że w tych latach wzrost gospodarczy nie wynosił 2-4%, lecz 5-6%, więc wzrost gospodarczy powinien działać na korzyść PiS-u i jego bardzo szczególnej koalicji. Tymczasem  n i e  zadziałał. Nie zadziałały też media. PiS miał w swoich rękach trzy stacje państwowej telewizji, wszystkie kanały Polskiego Radia, przechwycił najlepszy (przedtem) dziennik, tzn. Rzeczpospolitą a i tygodnik Wprost przyłączył się – jak sądzili jego szefowie – do obozu zwycięzców. Wśród zdecydowanych krytyków rządów „pisuariatu” była tylko jedna prywatna stacja telewizyjna (TVN) i jeden dziennik (Gazeta Wyborcza).
Skoro tak miażdżąca przewaga i sytuacji gospodarczej, i w mediach nie wystarczyła i PiS przegrał wybory w 2007r. jeszcze wyraźniej niż w 2011, to trzeba jednak powiedzieć czytelnikom dlaczego mimo znacznie korzystniejszej sytuacji gospodarczej i medialnej przegrało się wybory. Ale wtedy trzeba by przyznać się do stworzenia sytuacji odwrotnej od tej, której oczekuje się od państwa prawa, to znaczy do autorytaryzacji (dziś powiedziałoby się: „orbanizacji”) polskiego życia publicznego w latach 2005-07. Nie darmo znakomity satyryk Jacek Fedorowicz mówił na swoich występach w 2007r. o związkach mody i polityki, zapowiadając, że po zwycięstwie PiS nadal najmodniejszym nakryciem głowy będzie … kominiarka.
Autorytaryzm w słowach i – gdzie się dało – w czynach był tym elementem, który spowodował odrzucenie przez większość Polaków PiS-u i jego sprzymierzeńców w wyborach 2007r. Ale trzeba by mieć pewną klasę by umieć przyznać się do takich zapędów i zapowiedzieć, że nie będzie się już próbować tworzyć państwa cynicznej polityki, w której prawo pełni rolę służebną wobec rządzących.
Ale PiS i dzisiaj chciałby mieć takie „państwo PiS”, które jest antytezą państwa prawa i dlatego niczego zbliżonego do rzetelnej samokrytyki ze strony Prezesa i jego akolitów nie usłyszymy. Panuje nadal ta sama hucpa i ten sam cynizm. Pamiętam (i nawet pamiętam kto!) w czasie pisowskiej nagonki na lekarzy stwierdził cynicznie: ”Lekarze to nie nasz elektorat. Naszym elektoratem są pacjenci”. Dzisiaj natomiast, gdy tym „strategom za grosik” wydaje się, że można coś ugrać przeciw rządzącym, popierają postulaty lekarzy i aptekarzy.
Dalej więc główna partia opozycyjna będzie partią bez zasad. Ale nie oczekujmy dla równowagi, że będzie to partia także bez kwasów. Biorąc pod uwagę mnożące się jak króliki podziały w PiS, bez kwasów się nie obejdzie…

Czytaj również
  • marcinach

    PiS od początku był partią z odchyleniem socjaldemokratycznym, więc wciąż nie wiem czemu antyPeReLowskich socjalistów nazywać prawicowcami. To jest oczywiste, że Prawo (normatywne i pozytywne, czyli do?) i Sprawiedliwość (społeczna, czyli jedynie słuszna według socjalistów) jest partią dziwolągiem, jakich nie mało na polskiej scenie politycznej. Zresztą trudno o prawiców na owej scenie. Martwi mnie co innego, bo nie wiedzę liberalizmu w partii PO. Kisiel mówił, że nie ma poglądów politycznych, tylko gospodarcze. No własnie: liberalizmu! Ale chyba z PO będzie trudno o to.