Owsiak, wolny rynek i sfrustrowani ideolodzy…

Drukuj

Kolejny początek roku i kolejny sukces Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od lat  moda na działania społecznikowskie utrwala się wśród młodych, dzięki inicjatywie Jerzego Owsiaka, a społeczne reakcje w postaci datków są pozytywne – nawet w trudnych ekonomicznie latach. Niestety, powtarzającym się komponentem reakcji społecznych na ten dobry społecznikowski obyczaj, jest rytualne wylewanie pomyj na Owsiaka, czy na całą tę, dobrze przecież odbieraną, inicjatywę.http://www.flickr.com/photos/afterdesign/3189064260/sizes/m/in/photostream/

Używam przymiotnika: „rytualny”, gdyż rejestruje się je co roku w tych samych, łatwych do zidentyfikowania środowiskach. Są to środowiska katolickie i tzw. prawicowi publicyści, czyli z reguły obsesjonaci z „sekty smoleńskiej”, fani odczuwający silne zapotrzebowanie na martyrologiczne poświęcenie się dla – dość szczególnie rozumianej – ojczyzny (zginąć dla ojczyzny – tak, pracować dla niej solidnie – nie!). Ani jedni, ani drudzy nie zapomnieli owsiakowego, niezbyt zręcznego, hasła: „Róbta, co chceta”.

I używają sobie na Owsiaku na całego. A to jacyś księżulkowie przestrzegają przed szatanem, czyhającym z za pleców niechętnego kościołowi ideologa. Tak jak gdyby istniał jakikolwiek obowiązek uzyskiwania kościelnego imprimatur dla społecznikowskich inicjatyw! A to nie podoba im się, że Orkiestra mobilizuje się w czasie świąt kościelnych. A to, a to, a to…

Prawicowi ideolodzy też uderzają w dzwon na trwogę, że Owsiak prowadzi wojnę religijną, wymieniając go jednym tchem z innymi nielubianymi przez te obsesyjne środowiska osobami. Wśród tych ostatnich obsesjonatów nowym elementem wydaje się dołączanie Owsiaka do niecierpianego „establishmentu” i oskarżanie rządu o wspieranie tego ruchu przez  – a jakże! – służby mundurowe i nie tylko…

Mnie osobiście, klasycznego liberała i wolnorynkowca, to wszystko mało zaskakuje. Spotykam się z tym i w realnym świecie, i w nauce, wcale często. Te same środowiska (w Polsce, bo już nie w Ameryce na przykład!)  z taką samą zajadłością krytykują kapitalistyczny wolny rynek. Bo w tym szaleństwie jest metoda, a raczej łatwo zauważalna przyczyna. Jest nią pilnie skrywana pod maska zawiści – a czasem i nienawiści – świadomość ponoszonych jedna z a drugą porażek. W przypadku Jerzego Owsiaka i jego inicjatywy jest to konieczność uznania, że w działalności filantropijnej, która (używając terminologii ekonomicznej) historycznie stanowiła „przewagę konkurencyjną” kościołów chrześcijańskich, nasz dominujący kościół katolicki nie jest w stanie zrealizować przedsięwzięcia w podobnej skali, które przyciągnęłoby tylu chętnych do poświęcenia swego czasu młodych ludzi.

Stąd ta zapiekła niechęć do człowieka sukcesu. Podobnie jest też z  kapitalistycznym wolnym rynkiem. Socjalistyczne lewactwo i rozmaite, w tym kościelne, „prawactwo” głosi od stuleci potrzebę altruizmu, tego by jeden nosił ciężary drugiego, poświęcał się dla swojej wspólnoty, a wówczas wszystkim będzie żyło się lepiej. A tymczasem wolny rynek, czy jak to definiował Adam Smith, „system naturalnej wolności”, który opiera się na fundamencie oświeconego interesu własnego, czyni dla ludzi więcej niż wszystkie ideologie – świeckie i religijne – razem wzięte.

W okresie minionych dwustu lat wyprowadził ze skrajnej biedy, w której ludzie w swej masie żyli od początku historii, 60% mieszkańców naszego globu. Bowiem ok. roku 1800 n.e., na starcie  ekspansji kapitalistycznego rynku na różne obszary świata, ponad 80% ludności świata żyło za mniej niż jednego dolara dziennie, podczas gdy w roku 2000 tych najbiedniejszych było już tylko około 20%.

No i jak tu sfrustrowani wiecznymi niepowodzeniami ideolodzy maja lubić rynkowy kapitalizm? Albo, w obszarze działań altruistycznych, Jerzego Owsiaka. Przy okazji: liberalny kapitalizm nie wyklucza altruizmu. Druga, a chronologicznie pierwsza,  sławna książka Adama Smitha miała tytuł: „Teoria sentymentów moralnych”. Tyle, że altruizm nie przynosi pozytywnych efektów w tworzeniu bogactwa. Warto pamiętać, że wszystkie próby wprowadzenia systemu ekonomicznego opartego na altruizmie, dobrowolnie czy pod przymusem, zakończyły się niepowodzeniem.

Czytaj również
  • Marcin

    Też jestem liberałem i dodatkowo mieszkam na Zachodzie, gdzie dobroczynność jest czymś normalnym. Fakt, pan Owsiak jest niewątpliwie człowiekiem sukcesu. Nastomiast zaangazowanie służby publicznych za pieniądze podatników (koncerty, zapłata dla artystów, fajerwerki itd.) to jest jakieś nieporozumienie, zwłaszcza w tak biednym kraju jak Polska. Np. w Polsce wolontariat, małe dobroczynne organizacje społeczne nie mają siły przebicia, bo ceny za – wynajem lokalu itd. – są wyśrubowane i dobrze wiemy przez co (regulacje, podatki itd.). W wielu miastach chociażby brytyjskich ceny wynajmu małego lokalu są niekiedy czterokrotnie niższe niż w małych miasteczkach w Polsce. Ktoś mógłby powiedzieć, że dobrze, że chociażby dobrze, że jest taki Owsiak. Owszem dobrze, że jest, ale niedobrze, że jemu wszyscy pomagają – to, że ludzie prywatni – ok, ale że ma dojścia w publiczych instytucjach to już pachnie komuną. Zresztą Polacy traktują WOSP jak możliwośc odfajkowania altruizmu i do kolejnego razu. Moim zdaniem artykuł nietrafiony, jak na tak wytrawnego publicystę i ekonomistę, którego cenię od kilkunastu lat (od moich pierwszych króków prób zrozumienia gospodarki wolnorynkowej).

    Lepiej Niestety Polacy traktuj

  • Mirek

    Proponuję „wyprodukować” jeszcze 365-ciu Owsiaków (codziennie jeden) i będzie git!