PGE/ENERGA, czyli kosztowna świeczka

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/davipt/299545533/sizes/m/Nie tak dawno obecną politykę tworzenia „państwowych” czempionów określiłem jako stosowanie przez rząd zasady: „Państwu świeczkę i rynkowi ogarek”. Mimo krytyki wielu ekonomistów – i nie tylko ekonomistów – rządzący politycy przepychają ten projekt, opowiadając koszałki-opałki o przyszłych efektach dla energetyki. Tylko, że ta świeczka, którą państwo funduje niezbyt świadomym realiów obywatelom, będzie  b a r d z o  k o s z t o w n a.

Przede wszystkim oczyśćmy dyskusję z zamulających ją nonsensów. Słyszymy, że powstający – niestety! – semi-monopolista musi być zdolny do realizacji wielkich zadań, mianowicie budowy dwóch elektrowni atomowych. Popieram koncepcję rozwoju energetyki atomowej, tylko pytam: jakie kompetencje ma PGE, nawet połączone z Energą, w budowaniu elektrowni atomowych? Odpowiedź jest prosta:    ż a d n y c h.   Nie tylko jako integrator, ale nawet jako podwykonawca. Czy znowu będziemy uczyć się na błędach? Już w 1968r. studenci na gmachu Politechniki Warszawskiej wywiesili hasło: „Nie uczmy się na błędach, uczmy się na wyższych uczelniach”…

Drugim „zamulaczem” dyskusji jest zastępowanie przymiotnika: państwowe, przymiotnikiem: polskie. Polskie firmy prywatne mają szanse dynamicznie rozwijać się i konkurować na polskim i światowym rynku, państwowe wymagają najczęściej kosztownego i powtarzającego się wspierania przez podatników (patrz np. przypadki francuskich państwowych banków, czy państwowego Renault). Bez prywatyzacji także i energetyki jej szanse dalej będą mizerne. Wystarczy zapytać ile bloków energetycznych zbudowały państwowe firmy energetyczne w okresie 20. lat transformacji i jak dalece udało im się obniżyć jednostkowe koszty wytwarzania energii elektrycznej. Efekty są żałosne.

Poza innymi problemami, jedną ze słabości firm państwowych jest ich zdominowanie przez interesy menedżmentu i pracowników. Poziom patologii pod tym względem jest w Polsce wyższy niż gdzie indziej, co zarówno podnosi koszty wytwarzania energii, jak i ogranicza możliwości rozwojowe. Drastycznie redukuje też w efekcie chęć innych firm do wzięcia udziału w ich prywatyzacji.

O tych sprawach zwolennicy „państwowego liberalizmu” nie mówią w ogóle nic, a utrzymanie tych patologii w warunkach znacznie zwiększonego wysiłku inwestycyjnego zapowiada wielkie podwyżki cen energii. A z tego m.in. powodu ceny energii elektrycznej w Polsce  j u ż  są relatywnie wyższe w porównaniu z wieloma krajami UE. Połączenie PGE/Energa ma zwiększyć zasoby finansowe niezbędne do budowy tak kosztownych przedsięwzięć, jak elektrownie atomowe. Ale tylko prywatyzacja tych firm może stać się czynnikiem zwiększania tych zasobów poprzez obniżkę kosztów. Zagraniczne wielkie firmy budują taniej, bo obniżają koszty. Np. w ciągu 10 lat od prywatyzacji sektora energetycznego w Niemczech, redukcja zatrudnienia wyniosła tam 43%!

Wreszcie, warto uwypuklić pośrednie koszty dla podatników ambicji tworzenia przez polityków państwowych gigantów. Otóż w procesie wyboru firmy przejmującej BZ-WBK minister Grad oświadczył, że jest gotów zrezygnować z prawie 2 mld zł dywidendy, jeśli tylko PKO BP zostanie wybrane przez irlandzkiego oferenta. Ale gdyby PKO BP zostało wybrane, to tych dwóch miliardów Minister Finansów musiałby poszukać gdzie indziej, czyli musiałby sięgnąć w jeszcze inny sposób do kieszeni podatników. Szczodrobliwość państwa jest zawsze szkodliwa dla obywateli…

Czytaj również