Platforma traci na „podgryzaniu” rynku…

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/clairegibbs/5414069366/sizes/s/Dziennikarscy komentatorzy, krytykujący hurtem i detalicznie Platformę, najczęściej opowiadają coś o niespełnionych obietnicach, o OFE lub o ogólnym zmęczeniu rządami PO. Albo, zwracając uwagę na odjazd PiS do Wariatkowa, twierdzą, że od Platformy odwracają się ci, którzy głosują na nią z obawy przed PiS, bo PiS przestaje być zagrożeniem.
Tymczasem prawda jest moim zdaniem zupełnie inna. Kto bał się – nie bezpodstawnie zresztą – powrotu PiS do władzy, obawia się tego nadal (a biorąc pod uwagę kontekst Wariatkowa nawet jeszcze bardziej). Natomiast część klasy średniej – twardego elektoratu Platformy – wydaje się dzisiaj wątpić w to, czy PO jest nadal partią zakorzenioną w kapitalistycznym rynku. A więc w idei, tkwiącej u podstaw polskiej transformacji, której nasza klasa średnia (przedsiębiorcy, menedżerowie, specjaliści w wielkich i średnich firmach, i inni) zawdzięcza sukces materialny – własny i kraju.
To nie jest kwestia OFE jako funduszu emerytalnego. Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie są przede wszystkim  p o d w ó j n y m i  p ł a t n i k a m i,  finansując z płaconych przez siebie podatków dzisiejszych emerytów i płacąc składki na swoje przyszłe emerytury. Im mechanizmów emerytalnych tłumaczyć nie trzeba.
Natomiast otwierają szeroko oczy ze zdumienia, gdy słyszą najważniejszych polityków PO opowiadających, że ZUS to bezpieczeństwo, a OFE to rynek, gdzie zawsze jest ryzyko. I w efekcie np. krachu na giełdzie dostaną jakieś grosze od funduszy emerytalnych. Przede wszystkim, rynek i państwo są alternatywnymi mechanizmami rozdzielania zasobów i  k a ż d y  z nich jest obarczony ryzykiem.
Historia uczy, że państwo jest rozdzielcą znacznie bardziej rozrzutnym i przez to szanse na większe pieniądze od państwa niż z rynku są niewielkie, by nie powiedzieć żadne.
Krachy na giełdzie, wojny i inne kataklizmy ekonomiczne zawsze się zdarzają. Ale w np. w XXw., który obfitował i w wojny, i w krachy, stopa zwrotu od zainwestowanego kapitału w akcje była w latach 1900-2000 w krajach zachodnich od dwóch do dziewięciu punktów procentowych  w y ż s z a  niż od inwestycji w obligacje. Obligacje zaś bliższe są temu, co państwo oferuje, gdyż odsetki od obligacji pozostają w ściślejszym związku z dynamiką gospodarki i finansów publicznych.
Nie tylko zdumienie, ale i niepokój klasy średniej budzą inne antyrynkowe pomysły obwieszczane przez polityków PO jako intelektualne odkrycia XXIw. Wśród tych ludzi nikt nie uwierzy w przewagi wynikające z łączenia państwowych przedsiębiorstw czy banków (i w dodatku nazywania tego prywatyzacją!). Postrzegają w tym jedynie zapowiedzi nieefektywnej gospodarki i chudych lat w przesiąkniętej interwencjonizmem gospodarce. Niektórzy przedsiębiorcy myślą – i nie tylko myślą – o przeniesieniu do mniej przeregulowanego kraju siedziby głównej swojej firmy.
Dlatego właśnie Platformie ubywa, a innym raczej nie przybywa zwolenników. To nie są ludzie, którzy zagłosowaliby na PiS, czy którąś inną z partii już istniejących. Ale sam fakt nie pójścia do wyborów znaczącego procentu rosnącej liczebnie klasy średniej może mieć poważne, negatywne następstwa dla PO. Dobrze byłoby więc otrząsnąć się z zauroczenia łatwymi antyrynkowymi zagrywkami, odstawić od piersi marketingowych mądrali i teologów socjalistycznego liberalizmu i wrócić do swojej bazy. Liczbę zwolenników należy powiększać, wychodząc poza swoją bazę na lewo i/lub na prawo. Nie wróży natomiast sukcesu strategia, czy nawet taktyka, „odkorzeniania” się. Tworzy bowiem obraz partii bez własnej bazy, a więc i bez pryncypiów.

Czytaj również