Proponuję wyjazdy na Wschód dla polityków…

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/malavoda/3044391268/sizes/m/W latach 60.-70. ub. wieku pewien przedsiębiorca w środkowych Włoszech był szczególnie znienawidzony przez miejscowe kierownictwo silnej w tym regionie Partii Komunistycznej. „Kapitalistyczni krwiopijcy” znienawidzeni byli przez komunistów niejako z definicji. Ale w tym przypadku dochodził dodatkowy motyw. Otóż przedsiębiorca ów organizował bowiem co roku w czasie wakacji darmowe miesięczne i dłuższe wycieczki do Związku Sowieckiego.

W czasie trzydniowej wycieczki można było pokazać Kreml, mauzoleum „wiecznie żywego” (według oficjalnej propagandy) Włodzimierza Lenina, a także dwie czy trzy perełki staroruskiej architektury. Ale przez miesiąc wyłaziło szydło z worka: kolejki po wszystko, gburowatość jako norma stosunków międzyludzkich, arogancja włądzy, brud i wszechobecna tandeta.

Przywołuję ten przykład nie bez powodu. Jakiś p. Sasin z PiS-u stwierdził, że zimą za PRL-u wszystko lepiej funkcjonowało, ulice były odśnieżone, koleje nie spóźniały się itp., itd. i kukuryku. Nie znam p. Sasina i jest mnie obojętne, czy jest to staruszek dotknięty sklerozą, czy młodzieniec dotknięty typową dla jego formacji politycznej ignorancją. Nie będę też (tym razem) rozważał, jak nacjonalizm i socjalizm w jednym stały domu, a inaczej niż Paweł i Gaweł nawet w jednym mieszkaniu.

Ale być może warto zaapelować do któregoś wielkiego przedsiębiorcy w naszym kraju, by spróbował czegoś podobnego. Mianowicie, by finansował trzymiesięczne wycieczki na Białoruś, Ukrainę i do Rosji dla polityków, którzy opowiadają podobne do p. Sasina dyrdymały.

Niech tam jadą i poznają poziom życia, ceny, wysokość realnych płac, warunki mieszkaniowe, wieczny brud na podwórkach nawet w największych miastach. Niech posprawdzają punktualność i częstotliwość kursowania autobusów i tramwajów. Jednym słowem niech zapoznają się z warunkami życia w krajach, od których nie różniliśmy się zbytnio poziomem życia lat temu 30-40 i być może nawet ludziom o niewielkiej spostrzegawczości i zdolnościach analitycznych „coś tam zaskoczy w tych pustakach” (jak to określał kiedyś Janek Pietrzak).

Przedsiębiorca-filantrop pewno by się znalazł. Problemem może być tylko niechęć do zdobywania wiedzy. Politycy wiedzę najczęściej traktują jak pijak latarnię. To znaczy potrzebują jej dla podparcia się, nie dla oświecenia. Obawiam się, że nawet, gdyby zaoferować darmowe trzymiesięczne wyjazdy, chętnych polityków mogłoby znaleźć się niewielu.

Oczywiście, w samej Rosji czy na Białorusi tego rodzaju wyjazdy miałyby znacznie większą szansę realizacji; byłyby bowiem obowiązkowe. W PRL-u również p.Sasin miałby jak w banku takie stypendium. I to jest jeszcze jedna różnica, w porównaniu z Polska obecną, którą warto przypominać Sasinom i innym ludziom tej formacji.

A co do samej sprawności PRL-u w walce z zimą przypomnę, że mawiało się, iż kraje komunistyczne dotknięte są czterema plagami: są to wiosna, lato, jesień i zima. A przykładowo zima 78/79, która ostatecznie „położyła” reżim Gierka, charakteryzowała się po noworocznym ataku śnieżycy dramatycznymi apelami telewizyjnymi (!) do pracowników służb miejskich, by stawili się do pracy wraz z łopatami do odśnieżania (ponieważ ci nieliczni, którzy przyszli do pracy nie znaleźli najprostszego nawet sprzętu). Pociągi z południa Polski do Warszawy spóźniały się nawet i dwie doby, a sam jechałem pociągiem z Łodzi do Warszawy 9 godzin…

Czytaj również