Prowincjonalizm krytyczny

Drukuj

Ostatnio częściej w moich felietonach pobrzmiewają polemiki. Spieszę jednak uspokoić moich Czytelników, że w każdej takiej polemice idzie o ważną sprawę, przedstawioną w tekście, który mnie do polemiki sprowokował. Umacnia bowiem wśród słabo zorientowanych popularne – i fałszywe jednocześnie – stereotypy.

http://www.flickr.com/photos/european_parliament/5372036953/sizes/m/in/photostream/
by European Parliament

W ostatnich tygodniach dużo – i właśnie błędnie! – pisano o Węgrzech, błędach rzekomo tylko poprzedniej ekipy i przy okazji o nieszczęściach, jakie przyniosła Węgrom transformacja. Teksty pochodziły z wiadomej strony sceny politycznej – tej, której śni się Budapeszt. No i właśnie stamtąd, np. z publicystyki Igora Jankego, pochodzą oskarżenia socjaldemokracji węgierskiej o „zrujnowanie państwa”, a całą transformację przedstawia się jako jeden ciąg nieszczęść.
Warto więc przywrócić właściwe proporcje i upomnieć się o uczciwy i sensowny obraz węgierskiej (a przy okazji i polskiej) transformacji. W innym dłuższym tekście dowodzę, że węgierska transformacja była transformacją udaną i postawiła Węgry w grupie krajów transformacyjnego sukcesu. Wskazuję też, że ten sukces, mierzony m.in. wzrostem poziomu życia, mógłby być większy, gdyby nie nadmierna troska o uchronienie Węgrów przed kosztami zmian ustrojowych. Te próby zdestabilizowały węgierską gospodarkę w latach 1990-94 (kiedy, nota bene, rządzili konserwatyści). Socjaldemokracja, po dojściu do władzy, przeprowadziła niezbędne stabilizujące cięcia w wydatkach – i przegrała kolejne wybory. Po 1998r. było już znacznie gorzej, gdyż rozpętany przez nową prawicę Orbana populistyczny festiwal obietnic – i rujnującej stabilność gospodarki ich realizacji – doprowadził do kolejnej destabilizacji. Socjaldemokraci w końcu przegrali i mamy to co mamy. Węgrzy mogliby być sporo zamożniejsi, gdyby nie owe ekscesy.
Ale w publicystyce pojawiła się też kolejna zbitka często powtarzanych „fałszywek” na temat polskiej transformacji i to z drugiej strony sceny politycznej. Powtarza ją od lat luminarz lewicowości, prof. Karol Modzelewski. Nadal opowiada on te same nonsensy o zniszczeniu potencjału zbudowanej w komunizmie gospodarki (to samo słyszałem niedawno na konferencji PAN od rosyjskich matuzalemów tamtejszej ekonomii!). Ale nie tylko zniszczono co tak wspaniale wybudowano w PRL. Co gorsze, „szokowa terapia antyinflacyjna i neoliberalny sposób postępowania nowych ekip” zaostrzyły jeszcze kryzys. Po pierwsze: zaostrzyły kryzys, czy przyspieszyły zmiany instytucjonalne i nieznane w naszej historii gospodarczej szybkie zmniejszanie dystansu do bogatego Zachodu?
Nawet jeśli historykowi średniowiecza, jakim jest prof. Modzelewski nie chciało się zaglądać do współczesnych statystyk, aby zobaczyć ów ogromny sukces w podnoszeniu poziomu życia, to być może warto było zmusić się do mniej czasochłonnego myślenia porównawczego. Może wówczas, uświadomił by sobie, że to samo działo się na Węgrzech, w Czechach, a potem na Słowacji i w krajach bałtyckich procesie transformacji. Wszystkie te kraje przeprowadziły identyczne zmiany ustrojowe, niektóre kraje nawet bardziej radykalnie wolnorynkowe niż Polska. Są to właśnie te kraje, w których – mimo popełnianych błędów w postaci odstępstw od recept liberalnego modelu – transformacja udała się. Ponieważ innym, którzy tego modelu nie stosowali, lub robili to niekonsekwentnie, takich sukcesów  n i e  udało się osiągnąć, więc znaczy to, iż model sprawdził się w praktyce.
Wreszcie, powinno to dać do myślenia różnym krytykom polskiej transformacji (w tym i rzeczonemu Profesorowi), że skoro kolejne rządy różnych orientacji – liberalnej, konserwatywnej i socjaldemokratycznej – nie odeszły zbyt daleko od tego modelu, to znaczy, że nie było dla niego nie-katastrofalnej, czy choćby nawet nie-szkodliwej, alternatywy. Nie dostrzegają tego krytycy udanej transformacji i z prawa, i z lewa…

Czytaj również
  • http://pawel-l.blogspot.com pawel-l

    Model sprawdzał się także w Grecji dopóki nie przestał się sprawdzać.
    Mieliśmy ładny boom kredytowy na parę bilionów zł. Co dalej ?
    Jeśli będziemy mieli depresję gospodarczą i bezrobocie na poziomie 30% nadal będzie pan uważał transformację za udaną ?

  • marcinach

    Uważam, że prof. Winiecki ma rację. Transformacja była konieczna i w pewnej mierze udana. W tej kwestii uważam, że nie ma co polemizować. Można jednynie sprzeczać się dlaczego zrobiono tak mało lub czemu wciąż państwa (czytaj: socjalizmu) jest w naszym kraju tak wiele. Czemu mówi się w Polsce, że wolnego rynku (dzikiego kapitalizmu) jest tak wiele, a ja nie mogę go jakoś znaleść! Od groma podatków, cała masa państwowych regulacji, państwowa służba zdrowia, przymusowe, bo państwowe ubezpieczenia społeczne (proszę niepiszcie nic o 2 filarze, bo mi brzuch ze śmiechu pęknie), szkolniectwo również itd. Wciąż jest wiele cen kontrolowanych, dotowanych przmysłow, skupów interwencyjnych i wiele wiele innych ciekawostek, które można zmieścić w słowie reglamentacja. Dlaczego mamy społeczną gospodarkę rynkową (z dodatkami: czytaj dalej w Konstytucji RP) i demokratyczne panstwo prawa, a nie gospodarkę rynkową i państwo prawa? Ciekawi mnie kiedy państwo ugnie się po cięzarem niekompetencji.

    Węgry mówią o gulaszowej gospodarce – od reformy do popuszczenia pasa, od popuszczenia pasa do kryzysu i oczywiście od kryzysu do reformy. Polecam przy okazji książkę Andreasa Aslunda – Jak budowano kapitalizm.

    pozdrawiam,
    sceptyczny liberał