Przetestować Koreę Północną!

Drukuj

http://www.flickr.com/photos/huffstutterrobertl/3619497108/sizes/m/Zachód ma mnóstwo własnych – to znaczy stworzonych przez siebie – problemów, a w stosunkach międzynarodowych ma ważniejsze priorytety niż nieobliczalnego agresywnego żebraka w skali międzynarodowej, bo tak należałoby zdefiniować sposób, w jaki zachowuje się na arenie międzynarodowej Korea Północna. Niemniej, gdy słyszę o horrorze wojny, o użyciu przez komunistów broni atomowej, to przypominają mnie się podobne opinie, jakie słyszałem przed pierwszą i przed drugą wojną z Irakiem.

Wtedy też rozmaici „specjaliści” opisywali, jak długa i krwawa będzie to wojna, ile setek tysięcy żołnierzy może zginąć w walce z „czwartą największą i doskonale uzbrojoną armią świata”. „Specjaliści” wymyślali horrorystyczne scenariusze, a pacyfiści organizowali demonstracje w Europie (sam dałem niezły paternoster grupie takich typków pod katedrą w Kolonii zimą 1990/91!).

Tymczasem i w 1991r. i w 2003r. wojska USA i ich sojuszników weszły w armię iracką i jednostki specjalne Sadama Husajna jak w masło. Całe to towarzystwo bardziej patrzyło, jakby tu się poddać i przetrwać niż jak walczyć w imię obrony dyktatora i jego klanu okrutników. Po prostu pacyfiści (i zwykli tchórze) nie chcą wyciągać wniosków z historii różnych obrzydliwych dyktatur. Zmęczeni życiem zachodnioeuropejscy politycy również, zresztą.

Warto przypomnieć sobie inne przypadki. Sowiety po krwawych wewnętrznych „czystkach” przełomu lat 30. i 40. XXw. też okazały się kolosem na glinianych nogach. Żołnierze nie chcieli bić się przeciw Niemcom w obronie zbrodniczego reżimu i w ciągu pierwszych kilku miesięcy poddało się nacierającym wojskom niemieckim ponad 4 miliony żołnierzy!! Gdyby nie hitlerowskie aberracje i sposób traktowania jeńców, wojna zakończyłaby się zapewne zwycięstwem Niemiec jeszcze w 1941r.

Okrutne reżymy okazywały się znacznie słabsze niż to wydawało się zewnętrznym obserwatorom. I to nie tylko w XXw., ale wcześniej także. Kilkusetosobowa drużyna Pizarra, gdyby ją oceniać w kategoriach współczesnych panikarzy, byłaby skazana na wycięcie w pień (mimo kilku koni i kilkudziesięciu muszkietów). Tymczasem okrutne państwo Azteków tak dalece było znienawidzone przez gnębionych przez nie sąsiadów, że większość z nich sprzymierzyła się z grupą Hiszpanów i faktycznie zapewniła im zwycięstwo.

Ludność Korei Północnej jest tak sterroryzowana, że zapewne – w wypadku konfliktu zbrojnego – nie stanęłaby po stronie nacierających wojsk południowokoreańskich. W Sowietach też tak było. Ale mam poważne wątpliwości, czy armia północnokoreańska będzie chciała bić się w imię ukochanego wodza i jego nie mniej ukochanego następcy. Być może poddawać będą się z taką samą nadzieja na lepsze życie, jak poddawali się Irakijczycy w 1991 i 2003r., czy żołnierze sowieccy w 1941r. Nic lepszego nie mogłoby przytrafić się umęczonej ludności Korei Północnej…

Czytaj również
  • Quqzar

    Sytuacja opisana w felietonie mogłaby ulec istotnej zmianie, gdyby Korea Północna naprawdę posiadała w swoim arsenale broń jądrową. Głowice atomowe nie będą się bowiem poddawać z nadzieją na lepsze życie, i będzie im wszystko jedno za kogo walczą – a zagrożenie z ich strony pozostanie mimo to bardzo realne. Gdyby zaatakowany z zewnątrz Kim Dzong IL mógł użyć środków nuklearnej zagłady w odwecie, dalszy rozwój wydarzeń byłby zapewne zupełnie inny niż w 1941 czy 2003 r.

  • Tomek

    Stany Zjednoczone miały konkretne interesy podczas ataku na Afganistan i Irak. Nie sądzę, żeby głównym powodem ich ataku było szerzenie jakichkolwiek wartości zachodnich (typu demokracja, wolność czy co sobie wybierzemy). W przypadku Korei Północnej nie widzę takiego interesu (lub jestem niedoinformowany).

    Jestem pewien, że też w przypadku Korei armia amerykańska (z ewentualnymi sojusznikami) weszłaby w tamtejsze wojska jak w masło. Scenariusz mógłby być dokładnie taki sam jak Pan napisał. Jeśli iść dalej, scenariusz mógłby się również sprawdzić z tym co następuje po inwazji – Stany nie są wydolne administracyjnie, nie potrafią sobie poradzić z utrzymaniem tego co zrobili. Ruchy wolnościowe – tak sobie je nazwijmy, bardzo roboczo – powinny być w stu procentach oddolne, bo tylko wtedy mogą trwale obalić reżim, zaprowadzić ściśle określony ład.

    • Dareios

      Jestem nieco innego zdania. W przypadku Iraku i Afganistanu największe zagrożenie stanowią fundamentaliści, fanatycy walczący dla swoich chorych idei. W przypadku Korei jest nieco inaczej. Tam jest reżim, władza. Jakby wojska USA weszły to nie sądzę aby pojawiało się takie zagrożenie ze strony komunistycznych fanatyków jak w Iraku ze strony islamskich fanatyków.

    • http://mmm-invest.net steakisiovids

      SPOŁECZNEGO systemu finansowego daje MMM -2011 odnotowane dla każdego 20 $.
      System pomyślnie zapłacił za 8 miesięcy.rn  Oprocentowanie 20 do 60% miesięcznie!
      W MMM -2011 ma prawie 2 mln osób. Skorzystaj z okazji !rn Internet nie znajdzie negatywne recenzje, pomagamy ludziom .rn Ruch ten był przewidywany przez proroków, dla naszej przyszłości ! Dołącz.rn Mamy wiele ! I zmieniamy na świecie!rn strony http://mmm-invest.biz