Rządzie! Więcej PR-u, mnie godnego milczenia!

Drukuj

Pewna formacja polityczna, którą określiłbym jako formacja hałaśliwych ćwierćinteligentów (formacja, bo partii jest już ze trzy!), przez lata określała rząd i koalicję, że nic nie robi i nadużywa „PR-u” (z angielskiego: public relations), czyli zręcznego przedstawiania swoich racji i przekonywania do nich społeczeństwa. Tym właśnie owa formacja tłumaczyła swoim zwolennikom kolejne porażki wyborcze (inna sprawa, że gdy rząd zaczął mówić o poważniejszych reformach, to formacja owa krzyczy, że to skandal, iż rząd coś chce zrobić…).

Moja ocena, jak to często bywa zresztą, jest dokładnie odwrotna. Rząd na bieżąco funkcjonuje całkiem nieźle, a w sprawie niezbędnych reform zaproponował wreszcie coś ważnego. Natomiast rząd ma rzeczywiście istotny problem. Właśnie ze strategią informacyjną, czyli umownie z owym „PR-em”. Przedstawię ów problem na dwóch przykładach.

Pierwszy to owe reformy, których punktem centralnym jest (nieuchronne z przyczyn demograficznych!) przedłużenie wieku emerytalnego. Premier dość późno przedstawił powyborcze plany, więc było mnóstwo czasu na to, by przygotować kampanię medialną. Wykupić czas antenowy w prywatnych mediach i uzgodnić z (przepraszam za wyrażenie) „publiczną” telewizją takie sam same możliwości wystąpienia fachowców, którzy wyraziliby swoje opinie na temat uwarunkowań podwyższenia wieku emerytalnego. Większość fachowców nie ma, bowiem, wątpliwości w tym względzie.

A rząd nie zrobił  n i c.  I dopiero teraz przygotowuje kampanię medialną,  kiedy od tygodni różni demagodzy polityczni, związkowi, „rydzykowi” i inni prowadzą hałaśliwą – i w ogromnej większości kłamliwą – antypropagandę w tej kwestii. A kłamstwo powtórzone tysiąc razy dla niektórych, mających trudności z samodzielnym myśleniem, staje się prawdą.

Podobnie ma się rzecz z wariatkowem smoleńskim, które jest inną, nowszą twarzą tej samej formacji. Wraz z upływem czasu poziom zidiocenia rośnie, to co przedtem było przeczuciem, teraz staje się przekonaniem. Jak nie hel w powietrzu, to brzoza, jak nie brzoza, to wybuchy (na razie dwa, może jeszcze, zapuszczając wehikuł czasu wstecz, będzie ich więcej). Teorie spiskowe mnożą się jak króliki.

Tymczasem 90% niezbędnych faktów jest już znanych, zaś te, które potrzebne są do oceny przyczyn, znane są właściwie w całości. Nie powinno być w ogóle tego lotu, samolot nie powinien lądować w Smoleńsku, wiadomo było o naciskach i nie ma znaczenia, czy stwierdzono, że np. gen. Błasik był w kabinie pilotów, czy też, że nie można wykluczyć, że był w kabinie. Różnica jest istotna tylko dla kwestii odpowiedzialności prawnej, a ta już pośmiertnie stała się bezprzedmiotowa. Wiadomo i bez gen. Błasika, że dyrektor protokołu dyplomatycznego na bardzo krótko, przed próbą lądowania mówił, że nie zapadła jeszcze decyzja (Lecha Kaczyńskiego, oczywiście), czyli że presja na lądowanie w Smoleńsku miała miejsce.

O tym wszystkim trzeba mówić. I chociaż rozumiem rozterki moralne Premiera i rządzących, by nie urazić czyichś rzeczywistych uczuć utraty bliskich, trzeba pamiętać, że ma się do czynienia z formacją odległą od elementarnych zasad przyzwoitości i gotową wprowadzić tutaj –gdyby doszła do władzy – jakąś putinlandię, jak w latach 2005-07. Dlatego, rządzie, nie ma zmiłuj. A jeśli nie rząd, to partie rządzące (czyli PO, bo na PSL liczyć nie można). Trzeba, więc, odpierać bzdurne zarzuty, trzeba wykpiwać spiskowe idiotyzmy. Tak, wykpiwać! Większość polityków nie docenia „siły rażenia” kpiny. Przed wyborami w 2007r., które odstawiły amatorów putinlandii od władzy, satyryk Jacek Fedorowicz zapowiadał (z przymrużeniem oka), że PiS wygra wybory i znowu najmodniejszym nakryciem głowy będzie kominiarka. Trzeba było słuchać tego ryku śmiechu na widowni. I to właśnie działało na wyborców. Nie należy godnym milczeniem zostawiać pola wariatkowu. Więcej „

Czytaj również
  • Wojciech

    > Rząd [...]w sprawie niezbędnych reform zaproponował wreszcie coś ważnego.
    > [...]punktem centralnym jest (nieuchronne z przyczyn demograficznych!)
    > przedłużenie wieku emerytalnego.

    Warto jednak dodać, że tzw. przyczyny demograficzne znane były od 10 lat (jak nie więcej).
    Proponowane zwiększenie wieku emerytalnego (dotyczące zresztą najmniej uprzywilejowanych grup zawodowych – święte krowy zachowują prawa nabyte) wynika li wyłącznie z rozpasanej polityki budżetowej lat ostatnich i osiągnięcia limitu długu.

    Nie oceniałbym zatem działań rządu tak pozytywnie. Gdyby nie konstytucja nieuchronnie pędzilibyśmy dalej w kierunku greckiej tragedii. A tak, nie dało się dłużej zamiatać długu pod dywan poprzez zmianę sposobu jego liczenia czy manipulacji funduszami i kursami walut.