Skąd się biorą ludzie odpowiedzialni, a skąd bezradne niedojdy?

Drukuj

Zawsze mówię, że podróże kształcą. Obserwowałem niedawno w Waszyngtonie dyskusję nt. rynku mieszkaniowego. W dyskusji wziął udział m.in. amerykański minister d/s mieszkalnictwa, a także przedstawiciel jednego z niemieckich banków udzielających kredyty hipoteczne.

http://www.flickr.com/photos/50592508@N08/4638420656/sizes/m/in/photostream/

Amerykanin opowiadał, jak oni pomogli tym, którzy wzięli kredyty, a teraz nie mogą ich spłacić. Mój komentarz: efekt tej pomocy jest taki, że rynek mieszkaniowy pozostaje ciągle w stanie nierównowagi, bo wspomagani rzadko mają kłopoty ze spłatą tylko dlatego, że stracili przyzwoicie płatną pracę, a znacznie częściej, bo nigdy nie powinni brać takich kredytów. W rezultacie wspierani przez opiekuńcze państwo płacą przez parę miesięcy, a potem znów klapa. Rynek dalej kurczy się, ceny spadają, bo wiadomo, że będzie więcej domów na sprzedaż.

Ale to jest dzisiaj na Zachodzie, można by powiedzieć, zidiocenie standardowe, więc niewarte w gruncie rzeczy felietonu. Ale rzeczony minister Donovan opowiadał też, jakie to programy rozwinęli oni dla upośledzonych mniejszości: Afro-Amerykanów (politycznie poprawna wersja, wcześniejsza wersja, to czarni, a jeszcze wcześniejsza, to murzyni), Latynosów, itd., itp. i kukuryku. Można powiedzieć, że jedna wielka piaskownica dla dzieci – i do tego wyłożona pianką gumową od środka i z zaokrąglonymi kantami, żeby nikt się tam nie uderzył zbyt mocno.

A potem zabrał głos ów Niemiec. I powiedział: my staramy się uczyć ludzi odpowiedzialności. Spółdzielnie oszczędnościowo-mieszkaniowe zawierają umowy z ludźmi, czasem z młodymi już pracującymi, a czasem nawet z ich rodzicami, którzy płacą uzgodnioną miesięczną składkę za swoje (nie zarabiające jeszcze) dzieci. Umowa jest na 8-10-12 lat. I ludzie oszczędzają – mówił. – Gdy już zbiorą te 20 czy więcej tysięcy euro przez te lata, to spółdzielnia pożyczy jemu, czy jej, taką samą sumę, jaką ów oszczędzający(a) zebrali przez te lata. I to zwykle wystarcza na 40% ceny mieszkania lub domu. Wtedy, gdy zbiorą łącznie owe 40% z własnych oszczędności i kredytu od spółdzielni, mogą z kolei ubiegać się o kredyt na pozostałe 60% (większej części wartości domu czy mieszkania nie finansuje się kredytem hipotecznym, co warto zapamiętać!).

Z tego, co widzę, jak działa administracja Obamy, wątpię, by minister tej akurat administracji wyciągnął sensowne wnioski z tego, co usłyszał od owego bankowca z Bawarii. A powinien. Minister Donovan rozliryczniał się nad kłopotami tych disadvantaged, którzy mają mniejszy zgromadzony majątek i dlatego tworzy się dla nich specjalne programy. Ale może warto, by zastanowił się, czy oni będą mieć dostateczne  b o d ź c e.  Czy będą w tych warunkach  c h c i e l i   więcej pracować, nie wydawać wszystkiego, tylko część oszczędzać i inwestować, aby dojść do tego większego majątku.

Nie tak dawno pisałem o państwie opiekuńczym i jego psychologicznych skutkach w postaci wyuczonej bezradności beneficjentów – i jej konsekwencjach: pasywności, poczuciu mniejszej wartości i innych psychicznych zaburzeniach. Obserwujemy je właśnie na ulicach Barcelony, Madrytu, Aten, Rzymu, czy Londynu.

A teraz pytanie za jeden (najwyżej!) punkt i bez nagrody za zgadnięcie, bo odpowiedź jest oczywista. Gdzie są większe szanse ukształtowania się ludzi odpowiedzialnych za swój los: w Niemczech czy w dzisiejszej Ameryce?…

Czytaj również
  • Zdzichu spod siódemki

    „Zawsze mówię, że podróże kształcą” – jak widać nie każdego

    „Amerykanin opowiadał, jak oni pomogli tym, którzy wzięli kredyty, a teraz nie mogą ich spłacić.”

    z tego co słyszałem to w USA pomaga się raczej bankom, które normalnie (zgodnie z zasadami wolnego rynku) zbankrutowałyby a na ich miejsce powstały nowe (a ludzie pewnie by nie musieli spłacać kredytów i nie miałby im kto zabrać domów), poza tym ta pomoc chyba nie była zbyt efektywna o czym świadczą wyludnione osiedla czy miasteczka w USA.

    „bo nigdy nie powinni brać takich kredytów.” powinni jako ludzie odpowiedzialni spać na ulicy, ewentualnie wynajmować mieszkania czy domy po zawyżonych przez taki stan rzeczy (niewiele osób ma domy czy mieszkania) cenach, poraz kolejny dosyć jednoznacznie opowiada się pan po stronie tego jednego i bardzo nielubianego ostatnio a do tego wzbudzającego oburzenie procenta (w psychologii mówi się, że najbardziej zaburzone osobowości stanowią włśnie jeden procent – „jednoprocentowcy”, ciekawe czy występuje tu korelacja, chyba, że jest jak z kwadratami i prostokątami, że nie każdy „jednoprocentowiec” należy do tego ukochanego przez pana jednego procenta za to każdy członek owego jednego procenta jest „jednoprocentowcem”, nie licząc agentów policyjnych (FBI w tym przypadku).

    „Rynek dalej kurczy się, ceny spadają”

    wie pan…. niektórzy spadek ceny mieszkań uważają za dobry sygnał czy wręcz cel polityczny poza tym jak się kurczy skoro jest więcej domów na sprzedaż, no chyba, że chodzi tu panu o zyski właścicieli tych domów czyli banków.

    „dla upośledzonych mniejszości: Afro-Amerykanów”
    To się mówi „upośledzonych społecznie”, bez społecznie w Stanach może być proces, ale za to ochronę policji się dostaje.

    „A potem zabrał głos ów Niemiec”

    ….. nie to żebym coś miał do Niemców, ale bezczelność chyba jest wpisana w kulturę oficjalną tej nacji, to taki odpowiednik Eriki Steinbach w relacjach rządzący-obywatele, tak w ogóle to mógłby pan powiedzieć, że dyskusja toczyła się pod hasłem „JAK ZABEZPIECZYĆ NASZE INTERESY!?” bo coś tu nie widzę słowa o interesie społeczeństwa, czy choćby jakiejkolwiek wiedzy, że coś takiego w ogóle istnieje.

    „pasywności, poczuciu mniejszej wartości i innych psychicznych zaburzeniach. Obserwujemy je właśnie na ulicach Barcelony, Madrytu, Aten, Rzymu, czy Londynu.”

    No ja na ulicach tych miast pasywności to na pewno nie widziałem, o czym świadczyć mogły nie tylko demonstracje wyglądające jak świętownie zwycięstwa, czy sylwester w rynku, (dlatego ruch oburzonych wkrótce zmieni nazwę na „rozradowanych” co raczej nie jest dowodem na brak poczucia własnej wartości), ale na przykład fakt, że ochrona w galeriach handlowych, posiadała pałki, kajdanki a czasem nawet broń i przypominała niespełnionych czy wręcz żałosnych agentów FBI, szczególnie kontyaktując się przez krótkofalówki z minami zbawców świata gdy ktoś palił papierosa w niedozwolonym miejscu czy rzucił papierek, czemu ci ludzie tak bronią systemu, w którym zarabiają 1000 euro to nie wiem, to pan się zna na zaburzeniach psychicznych.

    p.s. a pan co widział na ulicach tych miast?

    „Gdzie są większe szanse ukształtowania się ludzi odpowiedzialnych za swój los: w Niemczech czy w dzisiejszej Ameryce?…”

    Odpowiem jako życiowy optymista:
    W centrum Adama Smitha jakieś są, tylko, że wy macie jeszcze być odpowiezdzialni za los innych z tego co wiem jak to instytucja (tak mam na myśli, że za to wam płacimy i nie uważam tego za bezczelną roszczeniowość , chociaż ja wiem, że w pana mniemaniu to ta instytucja istnieje dla jej członków i, że to naturalne ale chyba w dżungli), to tak jakby powiedzieć, że pacjent ma postawę roszczeniową wobec lekarza a sam się wyleczyć nie umie. Po coś chyba do pracy pan chodzi a tak brzmią te pana wywody, a nie chce mówić co się stało z Hanką Mostowiak za uczenie społeczeństwa jak ma myśleć za pomocą właśnie takich wywodów).

  • Zdzichu spod siódemki

    TU JESZCZE RAZ zDZICHU (TEN SPOD SIÓDEMKI)
    „dla upośledzonych mniejszości: Afro-Amerykanów”

    Zważywszy na to kim są niektórzy przedstwiciele tej mniejszości oraZ JAKIE W USA PIASTUJĄ STANOWISKA ZBYTNIE UOGULNIANIE W TEJ SPRAWIE (A JUŻ W SZCZEÓLNOŚCI NAZYWANIE ICH OSOBAMI UPOŚLEDZONYMI A MOGĄ MIEĆ ) JEST NIEWSKAZANE SZCZEGÓLNIE JAK SIĘ CHCE DOSTAĆ WIZĘ, O ZIELONEJ KARCIE NIE WSPOMINAJĄC (A TO RÓŻNIE MOŻE BYĆ Z ROBOTĄ), NO POZOSTAJE LONDYN, ALE TAM TRZEBA ZNAĆ ANGIELSKI BO U POLAKA TO TNĄ (JUŻ NIE POWIEM KTO) JAK CHOLERA. NO CHYBA ŻE UMIE PAN KAFELKI KŁAŚĆ WTEDY TO ELDORADO, TYLKO TEŻ NAJLEPIEJ NIE U POLAKA TYLKO SOBIE ZAŁATWIĆ KONTAKTY I ROBOTĘ ODKUPIĆ A NIE DLA KOGOŚ ROBIĆ BO ONI BARDZO NIE LUBIĄ POSTAWY ROSZCZENIOWEJ I ZGADZAJĄ SIĘ Z PANA STANOWISKIEM W TEJ SPRAWIE, ŻE ROBOTNICY POWINNI WSPIERAĆ PRZEDSIĘBIORCÓW. JEST TAKIE PRZYSŁOWIE ZA GRANICĄ: „POLACY TO CH…” I NIE JEST TO PROSZĘ PANA PRZYSŁOWIE ANGLIKÓW.

  • heko62

    „bo nigdy nie powinni brać takich kredytów.” powinni jako ludzie odpowiedzialni spać na ulicy, ewentualnie wynajmować mieszkania czy domy po zawyżonych przez taki stan rzeczy (niewiele osób ma domy czy mieszkania) cenach

    Dokladnie tak Z spod siodemki

  • Tomasz

    Coś mi się przypomniało…
    Otóż będąc na studiach z bankowości i finansów w latach 1990-1995 (a więc latach szybkiego rozwoju bankowości komercyjnej w Polsce) nie mogłem się nadziwić działaniu bankowości hipotecznej w USA. W skrócie: dajemy kredyt na dom, zabezpieczamy go hipoteką na tym domu… i już.
    Jako świeżo wyedukowany bankowiec zadawałem sobie proste pytanie: A gdzie zdolność do spłaty??? Przecież w razie wpadki windykacja i sprzedaż zajętego domu to problem…
    Ale wtedy nie wiadomo było, że za horyzontem czai się zło… dekoniunktura w nieruchomościach, więc wtedy patrzyłem na to jedynie w kategoriach problemu, nie zaś upadku całego rynku subprime’ów i jego otoczki.

  • Mangusta

    Spoldzielnie oszczednosciowo-mieszkaniowe nie maja prawa sie pojawic w postulowanym przez Pana neoliberalnym kapitalizmie. Sa za bardzo socjalistyczne. Poza tym zawsze ma w nich udzial panstwo.

    Juz widze jak grzmialby Pan gdyby w Polsce budzet powaznie zainwestowal w tworzenie takich spoldzieli (ktorych w PL jest niewiele). Nazwalby Pan to socjalizmem. Ale widac w Panskiej nowomowie mozna argumentowac za i przeciw tej samej rzeczy w zaleznosci od okolicznosci.

    Kolejne kwestia. Nie zadal Pan sobie trudu aby sprawdzic, ze wieszkosc Niemcow mieszka w wynajetych lokalach.

  • Jakub

    Dodajmy jeszcze do tego że taki statystyczny delikwent kupujący na kredyt dom jest zbyt głupi, żeby wiedzieć że wzrosną mu koszty transportu razy cztery czy dziesięć (bo tramwajem nie pojedzie ale samochód musi kupić i paliwo lać). A, zapomniałem dodać że w Ameryce tramwaje od lat 30. masowo likwidowano (jak ludzie wyprowadzili się na przedmieścia i kupili auta). Równocześnie nasilały się korki i smog w centrach miast, co doprowadziło do wyludnienia i utraty ich funkcji.
    Teraz Amerykanie niemal szaleńczo odbudowują tramwaje mając nadzieję że proces się uda odwrócić – tyle że pierwsza generacja tramwajów powstała za prywatną kasę, a teraz na nową wykłada państwo. Francuzom się to tu i ówdzie udało całkiem, całkiem, Szwedom też, więc trzymajmy kciuki. Szwajcarzy się wycwanili – nigdy nie dopuścili do eliminacji tramwajów i wprowadzili surowe ograniczenia parkowania samochodów w miastach. W końcu dla każdego średnio rozwiniętego umysłowo człowieka lepszym ekonomicznie modelem jest życie w ładnym mieście bez smrodu, a nie przemieszczanie się pomiędzy peryferiami a zawalonym autami centrum w smrodzie…