Szukać „nowego” kapitalizmu, czy oczyścić ze zniekształceń stary?

Drukuj

Byłem niedawno na konferencji „dobrych ludków”, zatytułowanej: New Atlantic Capitalism. Dobrzy ludkowie pochodzili z czterech krajów i wyprodukowali raport pod powyższym – nie wymagającym tłumaczenia – tytułem. Sam tytuł wskazywał, iż poczynili oni dwa założenia. Po pierwsze, że trzeba wymyślić jakiś nowy kapitalizm, bo stary zrobił się niedobry. I po drugie, że najwyraźniej główne problemy do rozwiązania dotyczą spraw międzynarodowych („atlantyckich”), a nie wewnętrznych.

Oba założenia są fałszywe, co zresztą staje się pewnym wzorcem w ostatnich latach, kiedy to wszyscy postępowi dobrzy, czyli postępowi, ludkowie rzucili się na wyprzódki do poprawiania kapitalizmu.

Postępowcy maja jednak jakieś poczucie proporcji, bo nie mówią o budowaniu socjalizmu. To już spotkałoby się z gromkim śmiechem, a tak ciągle jest nadzieja, że z licznych prób majstrowania wyłoni się – co jest marzeniem wielu! – jakiś „socjalistyczny kapitalizm”, albo „kapitalistyczny socjalizm”, który wreszcie ustabilizuje i zdynamizuje gospodarki Zachodu. Próżne marzenia! Choroby nie wyleczy się pseudo-lekarstwem, które tę chorobę spowodowało.

Dzisiejszy brak stabilności jest następstwem wielu kolejnych regulacji, które tę niestabilność generują. Wbrew mitologii niedoregulowanych rynków finansowych, to właśnie niespójne regulacje tych rynków stały się przyczyną załamania gospodarki amerykańskiej. Pierwszy wielce szkodliwy krok zredukował wymagane rezerwy kapitałowe na udzielane pożyczki konsumentom do 4% wartości pożyczki. W ten sposób stworzono (zniekształcone) bodźce dla kredytów udzielanych konsumentom, na niekorzyść kredytów udzielanych producentom (gdzie rezerwy pozostały dwa razy wyższe).

http://www.flickr.com/photos/mikkosaari/5397202257/sizes/m/in/photostream/
by msaari

Po kilku latach nową regulacją wprowadzono jeszcze niższe rezerwy (2%) tzw. aktywów zabezpieczanych strumieniem dochodów z kredytów hipotecznych. Historycznie miałoby to sens, bo przez dziesięciolecia Amerykanie spłacali kredyty hipoteczne z wysoką regularnością. Tyle, że majsterkowicze nie wzięli pod uwagę zdeformowania także i rynku kredytów hipotecznych – oczywiście  w następstwie działań państwa! – w rezultacie których tuż przed krachem (w 2006r.) udział normalnych kredytów hipotecznych w całości udzielanych kredytów wynosił mniej niż 1/3! Reszta, to były różne kredyty udzielane na ulgowych warunkach ludziom o niskiej wiarygodności kredytowej. Kiedy nadszedł krach, banki udzielające tych kredytów straciły bilion (tysiąc miliardów!) dolarów, a dwie państwowe firmy, które udzielały tych kredytów oraz ubezpieczały udzielane przez innych kredyty hipoteczne, zbankrutowały.

W Europie jest podobnie, chociaż proces erozji kapitalizmu – tego starego, normalnego – był sporo dłuższy. Od lat 60. XXw. rósł udział wydatków publicznych w PKB, a w następstwie tegoż malało tempo wzrostu PKB. W rezultacie gospodarki europejskie „czołgają” się dziś w tempie ok. 1% wzrostu rocznie (w latach 60. XXw. było to prawie 5% rocznie!).

Przytłoczona górą socjalu Europa musi najpierw zredukować nie dające się utrzymać na obecnym poziomie państwo opiekuńcze, aby odtworzyć bodźce do pracy, zarabiania, oszczędzania i inwestowania. Bez tego wzrost gospodarczy nie przyspieszy.

Jak widać z powyższego, wszystkie najważniejsze problemy zostały stworzone w następstwie działań państwa. Mają też one charakter  w e w n ę t r z n y  i  nie zmieni tego fakt, iż występują one w każdym niemal kraju „starego” Zachodu. Szukanie problemów transatlantyckich przez rozmaitych dobrych ludków przynieść może w najlepszym razie marginalne efekty, bo źródła problemów tkwią w zniekształceniach, jakie poczyniły w starym kapitalizmie regulacje majsterkowiczów i koszty państwa opiekuńczego. Zmniejszmy, więc, podatki i wydatki oraz ograniczmy regulacje, a stary kapitalizm wróci do formy…

Czytaj również
  • msud

    Kilka uwag sprowokowanych kategorycznym ale całkowicie metafizycznym stwierdzeniem zawartym w ostatnim zdaniu insertu pana Winieckiego, tym bradziej, że stwierdzenie to ma stanowić odpowiedź na zawrte w tytule niezwykle frapujące pytaniem „czy to koniec kapitalizmu i cóż można zaproponować zamiast?”.
    Pierwszą próbą obrony kapitalizmu jest próba wykazania, że krach finansowy 2008 roku to wina regulatora, który obniżył wymogi kapitałowe w odniesieniu do niektórych rodzajów aktywów instytucji finansowych. Otóż jeżeli można się podjąć wskazania winy regulatora to jest nią raczej utrzymywanie w USA od 1913 roku systemu podatkowego przewidującego pokrycie całości odsetek od długów hipotecznych osób fizycznych do wartości $1 100 000,- (przy określonej minimalnej kwocie różnej dla osób samotnych i dla par) z ulgi podatkowej, niż jakiekolwiek inne działanie. W takim systemie okazuje się, że każdy kto ma pracę posiada zdolność kredytową na sfinansowanie jednej lub dwu nieruchomości. Oczywiście do momentu, w którym wartość nieruchomości nie spadnie poniżej poziomu zadłużenia. Właśnie te ulgi podatkowe stanowiły w warunkach rosnącego (rosnących cen) rynku nieruchomości podstawę do objęcia klientów nie posiadających zdolności do spłaty finansowaniem hipotecznym, zwanym później eufemistycznie subprime.
    Czy więc po uwzględnieniu ulg podatkowych wywód dotyczący niewłaściwych wymogów kapitałowych jest trafny? Niestety nie. Instytucje finansowe miały w tym okresie do wyboru szereg instrumentów pochodnych zabezpieczanych na aktywach (rodzina tzw.ABS, w odniesieniu do hipotek – MBO) oraz rynek transakcji transferu ryzyka CDS (fundowane i lewarowane), że ich wrażliwość na wymogi kapitałowe w odniesieniu do tych kategorii aktywów mogła być ograniczona. Oczywiście duże instytucje finansowe zawsze chciały być jeszcze większe, a raczej musiały chcieć ze względu na swoje systemy motywacyjne (czytaj: chciwość) oraz strategie rozwojowe właścicieli. Nacisk lobbystów połączony z naturalną potrzebą włączenia do obiegu lawinowo rosnącej płynności finansowej prawdopodobnie były głównymi czynnikami prowadzącymi do obniżenia wymogów kapitałowych. jednakże podejmując taką decyzje regulator musiał czuć się stosunkowo bezpieczny otrzymując od prywatnych instytucji finansowych informację o minimalnym poziomie ryzyka tych aktywów, pochodzącą ze zintegrowanych systemów zarządzania ryzykiem. Początek domina, które podważyły ten sielankowy obrazek, miał miejsce w sierpniu 2008 roku kiedy Lehman Brothers musiał zamknąć (z olbrzymią stratą) swój fundusz hedgingowy BNC Mortgage operujący instrumentami pochodnymi na rynku hipotecznym, powodując nacisk na ceny papierów hipotecznych i ze względu na przyjęty lewar na pozycjach subprime w wysokości ponad 31:1 niestety sam musiał ogłosić bankructwo. Proszę zwrócić uwagę, że mówimy tutaj o funduszu hedgingowym, instytucji finansowej wysoce wyspecjalizowanej w zarządzaniu ryzykiem, w której zazwyczaj pracowali fizycy i matematycy. No więc co tak naprawdę zawiodło? Jakieś mityczne przeregulowanie, podatki, wydatki budżetowe czy też zawiodła niewidzialna ręka, która zamiast zajmować się przywracaniem do równowagi starego, dobrego kapitalizmu zajmowała się premiami zdegenerowanych instytucji finansowych, które dzięki globalizacji myślały, że są zbyt duże żeby upaść?
    Myślę, że pan Winiecki formułuje w tej sprawie całkowicie błędne wnioski.

  • http://www.pbconsulting.pl piotr

    Zgadzam się zasadniczą tezą JW o konieczności „oczyszczenia” modelu wolnego rynku. Moje obawy budzi jednak, co innego. Mamy do czynienia z pierwszym w historii kryzysem ekonomicznym w warunkach globalnej gospodarki. Państwa (żeby wymienić tylko USA, GB, Irl i D) zaabsorbowały/zrefinansowały znaczną część złych aktywów sektora finansowo-ubezpieczeniowego. Trudno w tej sytuacji wyobrazić sobie daleko idącą deregulację.