Tańce wojenne wokół łupków

Drukuj

Sądząc z różnych wypowiedzi i zachowań, politycy – i nie tylko oni! – niekiedy myślą o Polsce, jak o Kuwejcie, czyli kraju rentierów, żyjących z „manny spadającej z nieba” (czy raczej z głębi ziemi). Można ich zrozumieć. Cóż za wspaniała perspektywa, gdy można obiecywać w nieskończoność, jakie to problemy społeczne można będzie rozwiązać w przyszłości dzięki strumieniowi pieniędzy, owej „mannie z nieba” płynącej dzięki łupkom.

http://www.flickr.com/photos/arrgch/3405575768/sizes/l/in/photostream/
by ARRG.ch

Warto jednak od czasu do czasu oderwać się od marzeń o świetlanej przyszłości i spojrzeć trzeźwym okiem na krajobraz: międzynarodowy, społeczny, a także ekonomiczny. Nic jeszcze nie wygraliśmy, a możemy wiele stracić, jeśli nie zaczniemy zajmować się tymi sprawami w sposób roztropny. Tak więc, krajobraz międzynarodowy dla łupkowych inwestycji jest w Europie zamglony i pełen rozmaitych niebezpieczeństw. Francja zakazała prowadzenia prac nad wydobywaniem gazu łupkowego. Można zastanawiać się dlaczego. Ekolodzy – na szczęście dla Francuzów – nie byli tam nigdy zbyt silni, więc to nie ich presja była powodem zakazu. Raczej siła – półpaństwowego – przemysłu nuklearnego, który widzi w gazie łupkowym ewentualnego konkurenta.

I tu uwaga pro domo sua: można oczekiwać też antyłupkowej francuskiej propagandy także i u nas, gdyż władze francuskie i firmy mogą uważać, że rozwój produkcji gazu łupkowego może zniechęcić Polskę do budowy elektrowni nuklearnych. Z naszej strony byłoby to, zresztą, poważnym błędem, gdyż dywersyfikacja produkcji energii elektrycznej powinna być ważnym elementem polityki gospodarczej kraju.

Sprawy międzynarodowe łączą się z wewnętrznymi. Gazprom widzi w wydobywaniu gazu łupkowego w Europie ogromne zagrożenie dla jego pozycji. Nawet już rezygnacja z importu gazu skroplonego przez USA obniżyła ceny na rynku światowym. Wydobywanie go w Europie na większą skalę zredukowałoby dramatycznie sprzedaż gazu rosyjskiego krajom naszego kontynentu. Dlatego należy oczekiwać dość egzotycznego sojuszu rosyjskich państwowych koncernów i podpuszczanych przez nich ekologów, przerażonych (jak zwykle) konsekwencjami technologicznymi – tym razem w związku z wydobyciem gazu łupkowego. Na neo-luddytów zawsze można liczyć, że oprotestują każdą technologię (z wyjątkiem wiatraków i innych wielce kosztownych utopii).

Tak długo jednak, jak nie wtrąci się do tych spraw Unia Europejska, nie jest to sprawa z góry trudna do obrony. Niestety, zachodni poziom zidiocenia biurokracji – wszelakiej, nie tylko międzynarodowej – jest niezwykle wysoki. Warto pamiętać, że Unia ma ogromne zalety (wspólny obszar celny i  wspólny rynek), oferty wątpliwe (strefa euro w jej obecnym kształcie) i niewątpliwie szkodliwe. Znaczna większość regulacji płynących z Brukseli więcej szkodzi niż pomaga gospodarkom krajów członkowskich. Trzeba umieć poruszać się w tym gąszczu.

Tymczasem, nawet jeśli w Europie wygra ekonomiczne (a nie polityczne, czy ideologiczne) podejście do wydobycia gazu łupkowego, my sami możemy sobie narobić szkód. Może warto by uświadomić politykom, że wartość jakiejś działalności bierze się nie tylko z tego, jak bardzo można złupić podatkami jakąś firmę, czy jakieś firmy. W większości krajów europejskich istnieje prawo o royalties, czyli opłacie za użytkowanie zasobów mineralnych kraju. U nas przepycha się dopiero teraz coś takiego (i to w formie w uważanej przez specjalistów za szkodliwą!).

Zamiast tego przeprowadzono coś podobnego do rajdu nomadów na ludność rolniczą w dawnych wiekach, w postaci podatku od jednej firmy (KGHM). Rozwiązanie fatalne, które sygnalizuje firmom surowcowym, że jesteśmy mało przewidywalni. Tak więc, nie tylko zagrożenia zewnętrzne, wojna propagandowa przeciw łupkom także u nas, ale i nasze własne, wielce niefortunne tańce wojenne wokół łupków mogą podkopać perspektywy boomu łupkowego, gdy nadejdzie on do Europy.

Czytaj również
  • Tomasz

    Nie do końca wierzę, że takie dobrodziejstwo jakie na Polskę spadło, a którym są potężne pokłady gazu łupkowego (a może i ropy łupkowej) zostanie należycie wykorzystane. Nie od dziś wiadomo, że jak tylko okazuje się, że któreś państwo posiada cenne surowce to zazdrosnym i zawistnym okiem patrzą na nie jego sąsiedzi, ci bliżsi jak i ci dalsi. Żadną tajemnicą nie jest również to, że nieudolność naszego państwa w sprawie tworzenia prawa może również mieć ogromny wpływ na zabezpieczenie interesów Polski podczas eksploatacji złóż. Ci zawistni i chciwi, którzy jak tylko wyniuchali możliwość wydojenia z tego kraju grubych miliardów nie spoczną, żeby odpowiednio lobbować na rzecz sprzyjających dla siebie warunków działalności. Zobaczymy na ile nasze państwo będzie nieugięte, aby stworzyć odpowiednie przepisy uniemożliwiające dokonywanie nadużyć. No i czerpać z tego korzyść…
    Inna sprawa to nacisk Unii Europejskiej, która pewnie będzie działać na rzecz wspomnianych grup lobbingowych obawiających się konkurencji. Może będą zakazy, nakazy i ograniczenia… Czas pokaże.
    A jak do sprawy podejdzie gazowy potentat na wschodzie? Na pewno nie będzie się biernie przyglądał.
    Okaże się jeszcze, że sami nie będziemy decydować o wydobyciu. Inni będą się wtrącać ile się da. Byle zarobić mamonę na polskich łupkach. W mądrości politycznej nadzieja, że największy kawał tortu pozostanie w Polsce.
    Mierna nadzieja…