Ukraina, czyli o nieuzasadnionych nadziejach…

Drukuj

Wielki lament pod tytułem: „Co się stało z Ukrainą?”, czy też wielkie oburzenie na ukraińskie sposoby prowadzenia polityki, są całkowicie nieuzasadnione. Bowiem nadzieje na to, że Ukraina może szybko i bezboleśnie stać się częścią świata zachodniego oparte są na „chciejstwie” i sprzeczne z wiedzą, także historyczną, o powstawaniu i ewolucji instytucji sprzyjających wolności i tworzeniu bogactwa.

http://www.flickr.com/photos/antonis/474496051/sizes/m/in/photostream/
by Bohan Shen_沈伯韩

Zacznę od przykładu. Podczas konferencji nt. transformacji postkomunistycznej zwykłem pokazywać dwie mapy. Jedna pokazywała kraje udanej i mniej udanej transformacji i – nikt nie protestował, gdy do tej pierwszej włączałem: Polskę, Czechy, Węgry, Słowację, Słowenię i kraje bałtyckie. Potem pokazywałem drugą mapę naszego regionu Europy z XVIw., gdzie zaznaczałem granicę między wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem.  I była to ta sama granica, co między obszarem udanej i mniej udanej transformacji.

Państwo dobrobytu, czyli kapitalistyczny rynek, przez całe drugie tysiąclecie n.e. rozwijało się skutecznie  t y l k o  w obszarze zachodniego chrześcijaństwa. Wpływały na to różniące się instytucje. Np. podział władzy między władzę świecką i duchową, co sprzyjało sporom intelektualnym i dokonywaniu wyborów w tych kwestiach przez jednostki. Takiej zachęty dla indywidualizmu nie było na wschodzie Europy, gdzie panowało jedynowładztwo. Ani cesarz bizantyński, ani car moskiewski nie tolerowali krytyki ze strony patriarchów. Patriarcha był – że użyję nowszej terminologii – zastępcą świeckiego władcy do spraw ideologicznych. Klasyczne hierarchiczne podporządkowanie wszechwładnemu centrum.

Miasta jako skupiska produkcji dóbr i usług innych niż rolnicze istniały na wschodzie i na zachodzie Europy. Ale na Zachodzie miały one samorządy miejskie, własne regulacje i sądownictwo, a na Wschodzie było z tym gorzej. I nawet jeśli gdzieś takie instytucje powstawały pod wpływem kontaktów handlowych, to wcześniej czy później ulegały one ograniczeniom lub siłowej likwidacji (jak np. w hanzeatyckim Nowogrodzie).

Trendy zachodnie sprzyjały umacnianiu się fundamentu kapitalistycznego rynku jakim jest własność prywatna i jej ochrona. Nie jest przypadkiem, że prawne potwierdzenie praw własności w Rosji, jak przypomina historyk Richard Pipes w swojej monumentalnej historii Rosji, nastąpiło za rządów Katarzyny II, czyli w drugiej połowie XVIIIw.

W państwie, w którym człowiek nie jest pewien ani swej wolności, ani swej własności, swobody obywatelskie i przedsiębiorczość rozwijać się nie będą, a jeśli będą, to w sposób wielce patologiczny. Więc nie jest przypadkiem, że i demokracja, i prywatny sektor w gospodarce są ułomne na wschód od krajów udanych postkomunistycznych przemian ustrojowych. Nie dotyczy to tylko Ukrainy.

Historia rzuca długi cień. Są tacy, którzy chcieliby mieć nie tylko kawę błyskawiczną, czy herbatę błyskawiczną, ale także błyskawiczne przemiany polityczne czy gospodarcze tam, gdzie szanse na to są żadne,. Świadczy to dużej koncentracji dobrych chęci i niedużej wiedzy o możliwościach realizacji takich celów. Poczekajmy 50-100 lat i być może doczekamy się pożądanych zmian.

Zauważmy, że takie instytucjonalne „chciejstwo” (lubię ten termin ukuty przez Wańkowicza w miejsce wishful thinking) obserwujemy nie tylko w odniesieniu do Wschodu, ale do umownego Zachodu. Perypetie Grecji mają podobne źródła. Antyczna Grecja była kolebką demokracji i prywatnej własności, ale – wedle znanego powiedzonka – „to było dawno i nieprawda”. Przez ostatnie tysiąc lat Grecja przypominała bardziej kraje, które opisuję powyżej niż historyczny zachód Europy. Tak więc, dzisiejsze problemy Grecji nie są ani nowe, ani niespodziewane. Nawet te dotyczące zachowania się w unii walutowej. Grecja należała w końcu XIX. do tzw. walutowej unii łacińskiej, w której kraje zobowiązywały się utrzymywać stałe parytety swoich walut (kruszcowych), czyli proporcje zawartości złota i srebra w bitych monetach. Dzisiaj, w warunkach pieniądza papierowego, oszukiwać partnerów jest łatwiej, bo wystarczy fałszować sprawozdania. Ale władze greckie nawet wtedy zostały złapane na fałszowaniu monet (zaniżaniu udziału złota w bitych monetach) i usunięte z tamtej unii…

Czytaj również
  • http://www.twoflies.com.pl Michał

    Panie Profesorze!

    A co z Chinami? Ani tradycji demokratycznych, ani wolnościowych, a jednak sukces gospodarczy jest.
    Co do Bizancjum: proszę poczytać, zanim Pan następnym razem wypowie tak kategoryczne sądy.
    Konstantynopol swoją tożsamość budować na tezie, iż jest „drugim Rzymem”.
    To właśnie Wschód zachował dziedzictwo antyku, aż do upadku Konstantynopola w 1453 roku (o takich bibliotekach jak w Konstantynopolu, papieże mogli jedynie marzyć).
    Zachowano tam również tradycję ludowładztwa: bywało, że cesarzem zostawał chłopski syn.
    Itd.
    „Historia rzuca długi cień”-to prawda, ale „wszystko płynie” też prawda.
    Prawie wszystko da się „odkręcić”. Najlepiej byłoby po prostu Ukrainę wcielić do Unii.
    Proszę spojrzeć zresztą na ukraińskie feministki (te piękne rozebrane do połowy): one już w Unii są! I mówią, że nie chcą wychodzić za mąż za brzuchatych, cuchnących i leniwych Ukraińców.
    Znieśmy granicę z Ukrainą i sam Pan zobaczy jak szybko cień który rzuca historia ulegnie skróceniu!
    Z poważaniem:
    Augustyn

  • http://www.twoflies.com.pl Michał

    Panie Profesorze!

    A co z Chinami? Ani tradycji demokratycznych, ani wolnościowych, a jednak sukces gospodarczy jest.
    Co do Bizancjum: proszę poczytać, zanim Pan następnym razem wypowie tak kategoryczne sądy.
    Konstantynopol swoją tożsamość budował na tezie, iż jest „drugim Rzymem”.
    To właśnie Wschód zachował dziedzictwo antyku, aż do upadku Konstantynopola w 1453 roku (o takich bibliotekach jak w Konstantynopolu, papieże mogli jedynie marzyć).
    Zachowano tam również tradycję ludowładztwa: bywało, że cesarzem zostawał chłopski syn.
    Itd.
    „Historia rzuca długi cień”-to prawda, ale „wszystko płynie” też prawda.
    Prawie wszystko da się „odkręcić”. Najlepiej byłoby po prostu Ukrainę wcielić do Unii.
    Proszę spojrzeć zresztą na ukraińskie feministki (te piękne rozebrane do połowy): one już w Unii są! I mówią, że nie chcą wychodzić za mąż za brzuchatych, cuchnących i leniwych Ukraińców.
    Znieśmy granicę z Ukrainą i sam Pan zobaczy jak szybko cień który rzuca historia ulegnie skróceniu!
    Z poważaniem:
    Augustyn