Unia obsesyjna

Drukuj

Obsesji w unijnej polityce obserwujemy tak wiele, że gdyby chcieć je opisać trzeba by napisać księgę, nie felieton. Dlatego w swej diagnozie zajmę się tylko najczęściej przejawiającymi się  t y p a m i  obsesji, ograniczając się – ze względu na rozmiar felietonu – tylko do trzech.

http://www.flickr.com/photos/european_parliament/5369796051/sizes/m/

Wszyscy są równi: kultury, które wniosły wiele do rozwoju cywilizacji i takie, o których nie da się wiele powiedzieć nie tylko dobrego, ale w ogóle czegokolwiek. Równi są wybitni pisarze i grafomani, malarze sztalugowi i graficiarze, zanieczyszczający ulice naszych miast. Nawet brzydota i piękno też powinny mieć równy dostęp do wystawowych salonów i państwowych dotacji. Brzydota ma, jak się wydaje ostatnio, nawet spore preferencje. W końcu, tyle stuleci była w sztuce dyskryminowana!…

Skoro już jesteśmy przy (zaprzeszłej, niestety!) dyskryminacji brzydoty, to obsesja niedyskryminacji przebija się chyba jeszcze silniej w działaniach unijnych polityków. Jest sprawą oczywistą, że napływ nielegalnych imigrantów ma miejsce przede wszystkim z biednego (bo źle rządzącego się) Południa. Mieszkańców Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki łatwo jest odróżnić nawet „na oko”.

Ale dlatego, jakiś „antydyskryminacjonista” zauważył kilkanaście lat temu, że na lotniskach krajów Unii częściej przeprowadza się kontrolę osobistą ciemnoskórych pasażerów. Uniósł się w swej urażonej antydyskryminacyjnej godności, a że był Europosłem (oj, chyba o jedną literę za dużo!), więc zażądał powołania specjalnej grupy do badania, czy nie dyskryminuje się pasażerów na lotniskach. Grupa dostała, więc, pieniądze z Komisji Europejskiej i członkowie tej – jak się nazwali Kangaroo Group – latali przez wiele miesięcy po unijnej Europie, śledząc przejawy niedyskryminacji.

Te obsesje nie są zresztą nieobecne i w Stanach, gdzie podobnych wyborów można dokonywać w ramach ochrony przed muzułmańskimi terrorystami. Ale obawa przed pozwaniem linii lotniczych o dyskryminację powoduje, iż na amerykańskich lotniskach równo każe się np. ściągać buty umięśnionym trzydziestolatkom (niezależnie od koloru skóry) i osiemdziesięcioletnim babciom, które z widocznym (i słyszalnym często) wysiłkiem dokonują tych uciążliwych dla nich operacji…

Można by mieć nadzieję, że sędziowie Trybunału Sprawiedliwości, ludzie wykształceni oraz – jak należałoby oczekiwać – zrównoważeni i rozsądni nie będą podlegać owym bzdurnym w tylu przypadkach antydyskryminacyjnym obsesjom. Próżne nadzieje! Rzeczniczka Trybunału uznała niedawno, że wyższe stawki ubezpieczenia samochodów dla młodych mężczyzn niż dla młodych kobiet są przejawem dyskryminacji mężczyzn. Wszyscy więc oczekują teraz głupiej decyzji Trybunału w tej sprawie.

Głupiej, bo różnice wynikają ze znacznie wyższej częstotliwości powodowania wypadków samochodowych przez młodych mężczyzn niż przed młode kobiety. Składka ubezpieczeniowa musi być zgodna z ekonomiką wypadkowości. Jeśli ktoś częściej powoduje wypadki, powinien płacić wyższą składkę. Proste, ale nie dla unijnych obsesjonatów antydyskryminacji.

Obsesjonatów nie interesuje zresztą druga strona medalu, mianowicie, że w wyniku takiego wyroku młode kobiety i inni kierowcy będą subsydiować młodych mężczyzn. Bo za niższe składki jednych zapłacą wyższymi składkami inni. Ale o tym – cicho sza! Dyskryminacja finansowa, to rzecz wstydliwa, o której nie wypada mówić, bo można by dojść do wysoce niepoprawnych politycznie wniosków. Np. dlaczego subsydiuje się jednych obywateli kosztem drugich (bo to też dyskryminacja!), albo dlaczego różni podatnicy płacą różne stawki tego samego podatku PIT. Podobno wszyscy są równi…

Czytaj również