Wenezuela, czyli ekonomia wczesnośredniowieczna …

Drukuj

Socjalistyczny prezydent-dyktator powrócił wprawdzie z leczenia na Kubie łysy, ale pod czaszką zmieniło mu się niewiele, albo zgoła nic. Nie wiem, czy rozmowy z Fidelem Castro nadwątliły socjalistyczne odloty Chaveza, ale być może skierowały go w kierunku trochę innego myślenia, rodem z wczesnego średniowiecza. Wtedy to bowiem właśnie wymyślono w doktrynie chrześcijańskiej koncepcję „ceny sprawiedliwej” i podobne nic nie znaczące, ale ładnie brzmiące pojęcia (np. płaca sprawiedliwa).

http://www.flickr.com/photos/kitkath-ruiz/4672114512/sizes/m/in/photostream/

Oczywiście, jako socjalista, Chavez obiecuje kary za „ceny niesprawiedliwe” już na tym świecie. Firmy, które będą sprzedawać za takie, niesprawiedliwe ceny będą płacić kary lub będą w ogóle zamykane. Oczywiście, nikt nie wie jakie będą ceny sprawiedliwe. Biurokracja została zobowiązana przez dyktatora do obliczenia struktury kosztów dla każdego rodzaju produktów.

Wiadomo jak to się skończy.  Zawsze takie pomysły kończyły się tak samo. Kiedy cesarz rzymski Dioklecjan próbował ustalić ceny na wszystko (a wtedy rodzajów towarów było nieporównanie mniej!) skończyło się to zamknięciem sklepów i zniknięciem jakichkolwiek towarów, które można byłoby kupić za bezwartościowe rzymskie miedziaki (bo wartościowe monety ze szlachetnych kruszców zniknęły już dawno). Oczywiście były też kary śmierci dla tych, którzy jednak chcieli coś sprzedać z zyskiem, a nie oddawać ze stratą. Nastąpił powrót do gospodarki naturalnej.

Komuniści podobnie ustalali „ceny niezmienne”, bo też im się wydawało, że jak coś nakażą, to tak będzie. Skutki starsi Czytelnicy jeszcze pamiętają. Inflacja, którą chcieli – jak Chavez – zlikwidować i tak szalała, tylko w inny sposób. Nawet z zerową oficjalną inflacją, inflacja ukryta (nie uwzględniana w oficjalnych wskaźnikach) rosła w najlepsze. A prawdziwą ceną była cena na czarnym rynku lub długość kolejki po dany produkt. I tak przez 4000 lat, jak to opisywał prof. Shuettinger w swej książce o historii inflacji.

Wenezuela jest zresztą kolejnym przykładem tego, że socjalistyczne eksperymenty są w stanie zrujnować  k a ż d ą  gospodarkę, nawet taką, w której maszynka do robienia pieniędzy – czyli produkcja i eksport ropy naftowej – wydaje się być nie do zepsucia. Modne było kiedyś hasło: „Polak potrafi!”. Można powiedzieć, że „socjalista potrafi!”. Tak bardziej precyzyjnie, socjalista potrafi stać się „królem Midasem <na odwyrtkę>”, co to jest w stanie zamieć złoto w g..no.

Wenezuelski dyktator jeszcze tym razem zapewne jakoś się wykręci. Ceny ropy nadal są i jeszcze parę lat będą wysokie. Więc znajdzie zapewne kilka miliardów dolarów na zakup żywności za granicą, która będzie rozprowadzana przez sieć państwowych sklepów. Pamiętając komunizm  wiadomo, jak długie będą kolejki po owe racjonowane podstawowe produkty. Ale jeśli tak wielu Wenezuelczyków popiera Chaveza to nie co się nad nimi przesadnie litować.

Natomiast chciałbym na koniec zwrócić uwagę Czytelników na innych socjalistycznych prezydentów-dyktatorów tam, gdzie nie ma ropy naftowej, by marnować z niej dochody. Morales w Boliwii, czy Correa w Ekwadorze muszą stawiać czoła niezadowolonym obywatelom bez worków dolarów z eksportu (lub co najwyżej z woreczkami). Łatwo więc domyślić się, gdzie takie reżimy potrwają krócej…

Czytaj również
  • http://margarita-polaka.info Margarita Polaka

    „Dyktator „Chavez jak go uwielbiają media nazywać, realizuje niejeden ze swoich pomysłów i na pewno ten nie legnie w gruzach, tym bardziej że to właśnie ten pomysł regulacji cen ma poparcie prawie 80% populacji Wenezueli – nawet niektórych opozycjonistów.
    Wszystko co Chavez robi jest złe. To że ludzie nie muszą płacić za leczenie jest złe (kiedyś na prostą operację składała się cała wieś), to że mogą uzyskać dyplom ukończenia szkoły wyższej to też jest złe (tam przedstawiając dyplom pracodawcy dostaje się ogromną 100-200% podwyżkę).
    To że ludzie dostali lub dostaną za darmo lub na preferencyjnych warunkach mieszkanie (Misja Vivienda) i do tego wyposażona w cały sprzęt domowy (Misja Mi Casa Bien Equipada) to też jest złe.
    Jeżeli szalejąca inflacja zżera wynagrodzenia Wenezuelczyków, wzrastają pensje minimalne i to nie o kilka Boliwarów. Ale w sumie to też jest złe. To że każdy ma pełna lodówkę to również jest złe.

    Istota regulacji cen pojawiła się wtedy, kiedy koncerny zaczęły drastycznie podnosić ceny swoich produktów. Na produkty pierwszej potrzeby takie jak np. mleko, ograniczały one produkcję i nawet wysokie ceny i wysoki popyt nie wystarczały. Firmy te w ramach protestu przeciwko rządom Chaveza wylewały mleko na ulicę w kilku miejscowościach, wtedy kiedy matki nie wiedziały czym karmić swoje dzieci.

    Jeżeli pojawią się dodatkowe miliardy to na pewno nie pójdą one na zakup żywności za granicą. Dzięki misjom Zamora, Vuelvan Caras, Agro Venezuela, Wenezuela z kraju importującego żywność staje się samowystarczalna pod względem produkcji żywności – mało tego wysyła nawet swoich techników rolników do Somalii aby pomóc tam z problemem głodu.
    Tą żywność wyprodukowaną w powyższych misjach, można kupić w sklepach państwowych prowadzonych w takich misjach jak chociażby Mercal. Jedzenie tam jest w 100 % wenezuelskie i bardzo tanie bo nie przechodzi przez pośredników, którzy z reguły dodają swoje procenty.

    Wiele można byłoby pisać na temat Wenezueli, najlepiej jednak przyjrzeć się temu krajowi uważnej,niekoniecznie z takich, które zajmują się reprintami wiadomości z New York Timas-a lub Washintgton Posta

    PS1.Oczywiście lepiej utrzymywać chory system finansowy (patrz banki) i podnosić podatki.
    PS2. cytat: „Ale jeśli tak wielu Wenezuelczyków popiera Chaveza to nie co się nad nimi przesadnie litować”. – no tak nie ma się co litować nad ludem, który wybiera w demokratycznych wyborach swojego prezydenta (i to nie raz). Nie ma co się litować nad Wenezuelą i innymi krajami „trzeciego świata”. Większość Ameryki Łacińskiej dawno już została skazana na niełaskę.