Wiara czyni cuda, czyli o innowacyjności

Drukuj

Dlaczego nie mamy polskiej Nokii? Nie tak dawno pytali o to rozmaici magowie świata polityki, ekonomiści i dziennikarze. I sami sobie odpowiadali, że z lenistwa. Taki był sens ich wypowiedzi: polska gospodarka jest za mało innowacyjna. Jaka na to rada? Taka sama co zawsze (u majsterkowiczów).

Państwo przygotuje program, który spowoduje, że firmy dostaną pieniądze, wydadzą je na badania, a co wynajdą to zastosują w produkcji i już będziemy mieli Nokię na zawołanie. Albo państwo potrząśnie kiesą (własną i unijną), stworzy instytuty naukowe, a te dokonają odpowiednich wynalazków. Ostatnio majsterkowicze znaleźli jeszcze jedną formułę „nokjizacji” polskiej gospodarki. Państwo zmusi firmy (państwowe rzecz jasna, bo inne będą się opierać!), by tworzyły nowe technologie.

Nikt z majsterkowiczów nie zadał sobie trudu pogłówkowania dlaczego nie ma nie tylko polskiej Nokii, ale także słowackiej, węgierskiej, czy nawet czeskiej. Można ten sam problem przedstawić jeszcze bardziej bezpośrednio: dlaczego jedne gospodarki specjalizują się w produkcji kalesonów, a inne światłowodów? Przecież w tych, produkujących kalesony mądra władza też chce, by produkowali światłowody! Czy tylko dlatego, ze mają leniwych przedsiębiorców?

Odpowiedź dał kiedyś znakomity Szymon Kobyliński, który narysował dwóch małych chłopców stojących w toalecie przed urynałem dla dorosłych. I jeden z nich stwierdził: „Teraz rozumiem, co to znaczy, gdy rodzice mówią, że do czegoś trzeba dorosnąć”. Otóż proszę majsterkowiczów do Nokii, czy produkcji światłowodów, gospodarka też musi dorosnąć. Wraz z poziomem rozwoju gospodarczego (z grubsza: PKB per capita) pojawiają się nowe możliwości produkcji, którym przedsiębiorcy są już w stanie sprostać. Tylko to działa w obie strony. Niektórych rzeczy w tej bardziej rozwiniętej gospodarce nie opłaca się już produkować.

Nie darmo na początku transformacji zachwycano się firmą Nowy Styl, produkującą i eksportującą proste meble biurowe (zaczynali od krzeseł). Kilkanaście lat później, więcej pisze się o firmie Solaris produkującej i eksportującej autobusy. Jesteśmy zbyt zamożni by opłacało się wykonywać najprostsze prace związane z produkcją mebli i Nowy Styl przeniósł część produkcji do krajów biedniejszych. Za następnych lat kilkanaście pojawią się nowe możliwości, bo staniemy się zamożniejsi, a gospodarka bardziej zaawansowana i pojawią się nowe firmy w branżach wyższej technologii niż produkcja autobusów. Tak właśnie w procesie rozwoju gospodarczego zmienia się struktura produkcji. Gospodarki dorastają, jak owi chłopcy z rysunku, do nowych możliwości.

I jeszcze jedno. Majsterkowicze są z ducha prowincjuszami. Myślą o omnipotencji państwa, które za innych pomyśli, potrząśnie kiesą, a nawet zdecyduje, kto co będzie robić. Tymczasem w sprawach innowacji – zwłaszcza w dzisiejszym świecie – państwo jest raczej impotentem niż omnipotentem. Innowacje powstają w firmach, nie łudźmy się: w prywatnych firmach. I tam właściciele i pracownicy muszą mieć bodźce do tego, by być innowacyjni. I na ogół są, na miarę poziomu rozwoju danej gospodarki.

Jeśli nasze, czy inne władze publiczne w tej części Europy chcą wzrostu innowacyjności danej gospodarki, to niech zwrócą uwagę na fakt, o którym nie wspomina się w dyskusjach. Wielkie firmy międzynarodowe maja często budżety na badania i rozwój większe niż wszystkie kraje naszego regionu razem wzięte. Może warto wziąć to pod uwagę i tworzyć bodźce, by chciały u nas właśnie budować zakłady doświadczalne i ośrodki badawcze. Tą drogą włączymy się do głównych nurtów innowacyjności z większym sukcesem niż bawiąc się w Zosię-samosię…

Czytaj również