Więcej przemysłu w Unii? A może więcej myślenia, co pomaga przemysłowi i w ogóle gospodarce?

Drukuj

Unijna biurokracja wyprodukowała kolejną strategię. Oceniła poziom konkurencyjności krajów UE i zasygnalizowała potrzebę reindustrializacji: zwiększenia udziału przemysłu (przetwórczego) w PKB do co najmniej 20%. Obawiam się jednak, że tak unijna biurokracja, jak i wspierająca ją profesura, niezbyt dobrze „ogarnia” (jak to się modnie dziś określa) istotę problemu.

Przy okazji oceny konkurencyjności wyszło im, że kraje postkomunistyczne, członkowie UE, są mniej konkurencyjne niż większość krajów starej Unii. Dla kompetentnych analityków, to żadne zaskoczenie, bo te pierwsze są krajami średnio rozwiniętymi, co m.in. oznacza mniej nowoczesna strukturę produkcji: większy udział przemysłów praco- i kapitałochłonnych, a mniejszy – nowoczesnych przemysłów o wysokim nasyceniu kapitałem ludzkim. Bowiem dopiero w miarę wzrostu poziomu PKB na mieszkańca struktura produkcji przemysłowej zmienia się kierunku coraz większego udziału nowoczesnych przemysłów.

Problem w tym, że niemała część wysoko rozwiniętych krajów Zachodniej Europy niezbyt daje sobie radę z tą nowoczesnością. O ile np. w Niemczech udział przemysłu przetwórczego wynosi ok. 20% PKB, to we Francji czy W.Brytanii mniej niż połowę – poniżej 10%! Najwyraźniej jedne kraje rozwinięte UE są bardziej konkurencyjne, a inne mniej.

Poza tym warto zwrócić uwagę na podstawowe tendencje zmian strukturalnych, które dowodzą, iż na wysokim poziomie rozwoju udział przemysłu przetwórczego maleje we  w s z y s t k i c h  krajach; tyle, że dzieje się to wolniej lub szybciej – wskazując w tym drugim przypadku na wzmacniający ową tendencję spadek konkurencyjności. Rośnie natomiast udział –i konkurencyjność – usług rynkowych o wysokim nasyceniu kapitałem ludzkim.

Czy istnieją jednak możliwości odwrócenia trendu spadku udziału przemysłu? Wymagałoby to w pierwszej kolejności działań na rzecz poprawy konkurencyjności. Doświadczenia Szwecji i Finlandii wskazują, jakie to powinny być działania. Kryzysy na przełomie lat 80-90. ub. wieku w obu tych krajach, wynikające z osłabienia gospodarki gigantycznymi rozmiarami socjalu, stały się impulsem do liberalizujących reform. Daleko idącą deregulację – nie tylko w sferze przemysłu – przeprowadzono w obu krajach. A także niewielką, ale jednak  obniżkę podatków i gdzieniegdzie prywatyzację. W efekcie w tych dwóch ostatnich krajach udział przemysłu wzrósł wyraźnie w latach 90. Potem zaś, zgodnie z wspomnianymi prawidłowościami, zaczął ponownie maleć, ale już w wolniejszym tempie. . Widać więc, że ewentualna droga do reindustrializacji prowadzi przez liberalizację, a nie przez „podsypywanie” państwowego obroku i nowe, związane z tym obrokiem, regulacje!

m600xd-1

Czy kraje te będą produkować więcej tradycyjnych produktów przemysłu lekkiego i ciężkiego? Bardzo wątpię, gdyż wymagałby to dwóch zmian. Po pierwsze obniżenia kosztów pracy, czyli zmniejszenia gigantycznego garbu welfare state, dławiącego wzrost gospodarczy Zachodu. A po drugie, w odniesieniu do produktów kapitałochłonnych, także obniżenia kosztów energii (co obserwujemy w Stanach Zjednoczonych). W obu przypadkach unijna Europa podąża jednak w  o d w r o t n y m  kierunku.

Wnioski z powyższych rozważań sugerują, że pomysł na reindustrializację jest pomysłem intelektualnie niezbyt trafnym, gdyż nie bierze pod uwagę zmian dokonujących się w gospodarkach średnio i wysoko rozwiniętych. Udział usług o wysokim nasyceniu kapitałem ludzkim będzie rósł, bo takie są tendencje popytowe i takie też przewagi konkurencyjne wysoko rozwiniętych krajów Zachodu.

Przypomnę Czytelniom, że nie jest to pierwsza strategia, wyprodukowana przez Unię.

Poprzednia była to strategia w stylu sowieckim: „obgonit’ i pieregonit” Stany Zjednoczone jako najbardziej innowacyjną gospodarkę świata. Unia Europejska, jeszcze wówczas „piętnastka”, miała tego dokonać w ramach tzw. Strategii Lizbońskiej w latach 2000-2010. Napisałem wówczas komentarz pod tytułem: „Poganianie zdechłego mustanga” i nie myliłem się, bo dystans technologiczny do USA raczej zwiększył sie niż zmniejszył w międzyczasie.

Czy ta nowa strategia reindustrializacji ma większe szanse sukcesu? Bardzo wątpię. Po pierwsze, proponuje – jak zwykle – rozwiązania w starym etatystycznym stylu. Więcej państwa i państwowych pieniędzy, gdy sukcesy głównie zależeć będą od czegoś wręcz odwrotnego: więcej swobodnej przestrzeni dla przedsiębiorczości, pozwalającej poszukiwać konkurencyjnych „nisz” w bardziej nowoczesnych, wymagających kapitału ludzkiego, gałęziach wytwórczości – niekoniecznie zresztą przemysłowej.

Czytaj również