Zakaz stadionowy!

Drukuj

Felieton nie dotyczy kiboli, którzy stanowią odrębny – dyskutowany bez większych kompetencji – temat. Po prostu zaskoczyło nawet mnie, że w Polsce buduje się w różnych miastach ponad 60 stadionów! Najwyraźniej władze i rządowe, i samorządowe dały się uwieść czarowi „manny z (unijnego) nieba” i zaczęły budować, co tylko się da, nie dostrzegając nie tylko rosnącego poziomu zadłużenia (z czego z dużym opóźnieniem zdawać sobie zaczął rząd), ale i rosnących w przyszłości wydatków bieżących, które rozpoczną się z dniem oddania obiektu inwestycyjnego do użytku.

http://www.flickr.com/photos/j-pocztarski/5067304450/sizes/m/

Przewidywałem, że tak będzie, ostrzegając przed unijną manną w dłuższym artykule, bodaj w 2006r., zwracając m.in. uwagę na negatywne skutki przypływu środków zewnętrznych nie tylko w sferze gospodarki, ale i w sferze rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Będziemy wszyscy, jako obywatele kraju, a także mieszkańcy miast i wsi, płacić za ekonomiczną niefrasobliwość, jak również za zauroczenie strumieniem pieniędzy płynącym z Brukseli i za sny o inwestycyjnej potędze, w którym to śnie wszystko przychodzi za darmo…

Rząd obudził się wcześniej, choć też późno, gdy kłopoty fiskalne zaczęły doskwierać bardziej dotkliwie. A przecież już w ub. roku, po raz drugi, tzw. dopłaty własne do finansowanych za unijne pieniądze projektów samorządowych i innych sięgnęły ponad 15 mld. zł! Dopłaty te, obok składek do OFE i dziury w dochodach ZUS „wyborowanej” przez poprzedni rząd stanowią trzy główne komponenty obecnego wielkiego deficytu budżetowego.

Rząd domaga się ograniczenia wydatków inwestycyjnych samorządów z przyczyn związanych z przywracaniem równowagi makroekonomicznej w gospodarce narodowej. I z tej perspektywy ma rację. Co z tego, że inwestycje są potrzebne!? Cykl koniunkturalny dotyczy nie tylko sektora prywatnego, gdzie prywatne firmy zamrażają wydatki inwestycyjne lub pozbywają się aktywów rzeczowych w warunkach przegrzania koniunktury. I rząd, i samorządy zaangażowały się w rozmaite inwestycje ponad nasze możliwości i teraz trzeba myśleć o zmniejszaniu powstałej w ten sposób nierównowagi, skreślając, zmniejszając skalę, czy zamrażając niektóre inwestycje. Samorządy nie mogą w tym równoważeniu pozostać segmentem gospodarki, którego te problemy miałyby nie dotyczyć.

A przecież to nie będą jedyne koszty braku „zakazu stadionowego”, jak umownie nazwałem nadmierne rozszerzenie frontu inwestycyjnego w skali kraju i w wielu polskich miastach. Te wszystkie stadiony, które nie tylko nie zwrócą kosztów inwestycji, ale nie zarobią nawet na swoje bieżące utrzymanie, aquaparki, do których nie przyjdzie tyle rodzin, by za ich pieniądze utrzymać je w ruchu i wiele innych już zakończonych inwestycji obciąży bieżące wydatki samorządów. I uczyni to w okresie, w którym  j u ż  nadmierna skala inwestycji i tak drenować zacznie samorządową kasę. Przypuszczam, że podobnie będzie z naszymi drogami szybkiego ruchu i autostradami, które staną się z kolei źródłem drenażu budżetu centralnego.

Polak i tym razem okazał się mądry po szkodzie. A nim unijna manna zaczęła lać się szerokim strumieniem, można było wysłać misję do Banku Światowego, który obserwował podobne problemy już od paru dziesiątków lat w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej. Albo choćby do Portugalii, gdzie są autostrady, po których z rzadka snują się nieliczne samochody, a niektóre stadiony, które nigdy nie zarobią na siebie, pójdą (albo już poszły!) pod rozbiórkę. Jak widać, nie tylko u nas przydał by się zakaz stadionowy…



Czytaj również
  • Marek

    Niestety artykuł nie jest najwyższych lotów, jest to pomieszanie kilku faktów z logiką ekonomiczną niegodną osoby z tak wysokim tytułem naukowym. Faktem jest, że w wielu przypadkach stadiony są za duże (z reguły w mniejszych miastach) i już są problemy z zapewnieniem rentowności bądź też buduje się stadion dla nikogo – vide „Narodowy” w Warszawie. Jednakże w większości wypadków ich wielkość jest dostosowana do potrzeb, np. w Białymstoku 20 lat temu na ważne mecze Jagiellonii przychodziło 20-30 tys. kibiców więc obecnie budowany stadion na 22500 krzesełek powinien mieć dobre zapełnienie i niezłą rentowność. Z aquaparkami jest trochę inaczej, miasta do nich dokładają bo balansując na granicy rentowności są istotnym elementem poprawy jakości życia mieszkańców, a więc jednego z celów administracji samorządowej. Idąc dalej Pańskim tropem nie należy też inwestować w komunikację miejską bo jest mocno deficytowa, a nowe autobusy/tramwaje deficyt ten tylko pogłębią.

    „Co z tego, że inwestycje są potrzebne!? Cykl koniunkturalny dotyczy nie tylko sektora prywatnego, gdzie prywatne firmy zamrażają wydatki inwestycyjne lub pozbywają się aktywów rzeczowych w warunkach przegrzania koniunktury. I rząd, i samorządy zaangażowały się w rozmaite inwestycje ponad nasze możliwości i teraz trzeba myśleć o zmniejszaniu powstałej w ten sposób nierównowagi, skreślając, zmniejszając skalę, czy zamrażając niektóre inwestycje.”

    Co ma piernik do wiatraka? Skoro samorządy są takim samym uczestnikiem cyklu koniunkturalnego to powinny dołożyć wszelkich starań aby w fazie ożywienia przeprowadzić możliwie dużo inwestycji, aby przejść bez dużych strat fazę recesji. Cykl koniunkturalny jest zjawiskiem normalnym w gospodarce kapitalistycznej, sztuczne ograniczanie faz ożywienia nie gwarantuje proporcjonalnego zmniejszenia faz spadkowych, za to niesie ryzyko przejścia w amplitudę ujemną. Przedwczesne zamrożenie czy wręcz skreślenie niektórych inwestycji będzie mieć skutek odwrotny do zamierzonego – spowolnienie rozwoju miasta, wciąż nie dając gwarancji, że „pod nóż” pójdą właśnie te ponadwymiarowe projekty. Do tego błędnie zakłada Pan, że większość inwestycji jest celowo realizowana ponad potrzeby i możliwości, zaś faktycznie jest to margines i pojedyncze przykłady z różnych stron kraju, w żadnym razie nie reguła. Proszę zauważyć, że budżety samorządów nie są tworzone przez przypadkowe osoby, oraz zawierają perspektywę na kolejne 10 lat, która uwzględnia dające się przewidzieć skutki finansowe realizowanych inwestycji. Zmniejszanie skali (w sensie ilości/wartości) inwestycji następuje dopiero w sytuacji gdy dana jednostka zbliża się do progu bezpiecznego zadłużenia (55-60%, tak stało się np. w Lublinie czy we Wrocławiu) i z reguły samo zbliżenie do tej granicy jest jak najbardziej celowe – tylko do 2013 roku można przeprowadzić niezbędne prace (przebudowa dróg, odnowa taboru komunikacji miejskiej, tworzenie systemów utylizacji odpadów itp.) biorąc na siebie zaledwie około 15% kosztów. Zapewniam Pana, że lista proponowanych projektów jest znacznie dłuższa niż pozwala na to budżet w ramach bezpiecznego zadłużenia w związku z tym do realizacji trafiają inwestycje najbardziej potrzebne, tam gdzie są największe braki czy wieloletnie zaniedbania.

    Niesłuszne jest również obwinianie samorządów za złą sytuację budżetu centralnego. Otóż odpowiadają one za zaledwie 5,8% deficytu centralnego, jednak aż 23% swoich budżetów przeznaczają na inwestycje (skarb państwa – 5%), kwotowo: 40:15 mld zł. Prawie trzykrotnie więcej. Tak duża wartość inwestycji samorządowych jest motorem napędowym dla wzrostu PKB, wprowadzenie sztucznych ograniczeń przełoży się na spowolnienie gospodarcze, niższe wpływy z podatków i wzrost bezrobocia. Nie wspomnę o tym, że będzie to zaprzepaszczona szansa nadrobienia zapóźnienia cywilizacyjnego (z 20 najbiedniejszych regionów UE, 5 to polskie województwa), ale to przecież problem ludzi, a oni nikogo nie obchodzą (trochę to populistyczne, ale prawdziwe).

    „Albo choćby do Portugalii, gdzie są autostrady, po których z rzadka snują się nieliczne samochody, a niektóre stadiony, które nigdy nie zarobią na siebie, pójdą (albo już poszły!) pod rozbiórkę.”

    Portugalia to zły przykład, jest tam 8 stadionów o pojemności ponad 30 tys. osób (z czego 3 zmieszczą ponad 50 tys., pozostałości po mistrzostwach). U nas będzie ich mniej, a mają „obsłużyć” prawie czterokrotnie większy kraj. Z naszymi autostradami też nie jest źle – obecnie w budowie jest 1,4 tys. km dróg ekspresowych i autostrad i to zaledwie część docelowej sieci (która i tak jest rzadsza niż ta w Portugalii). Dużo nam brakuje do optimum, nie wspominając o nadmiarze.