Zbudujemy drugą Polskę! Ale jaką?

Drukuj

Najwyraźniej od niemal dekady mamy 25-30% politycznie aktywnych Polaków, którym się ta obecna Polska zdecydowanie nie podoba i gotowi są połączyć szeregi, aby wystąpić przeciw tej obecnej i zbudować drugą, radykalnie różną Polskę – pod dowolnymi, najbardziej absurdalnymi hasłami. Od zamachu na (najgorszego skądinąd w naszej historii) Prezydenta po ”zamach na demokrację”, czyli rzekome sfałszowanie wyborów. Wystąpić przeciw obecnej Polsce choćby i 13 grudnia, trudnej dacie dla prezesa Kaczyńskiego, którego komuna zakwalifikowała jako niewartego internowania,  nieliczącego się zbytnio przedstawiciela opozycji…

Spróbujmy więc zrobić szybkie ćwiczenie futurologiczne, jak wyglądałaby taka Polska, koncentrując się – z racji moich zainteresowań –   wszystkim na gospodarce. Otóż taka „druga Polska” Kaczyńskiego i jego akolitów nie mogłaby być państwem prawa. Kaczyński rzuca od lat gromy na „imposybilizm prawniczy”, gdy podstawy prawne i zgodne z nimi interpretacje prawa w praktyce są inne niż powinny być wedle ideologiczno-politycznych preferencji „kaczyzmu”.

Tak więc, sądy musiałyby być „ręcznie sterowane”, jak np. w PRL-u. No bo jak to uniewinnić za zgodne z własnymi interesami i zgodne z prawem działania firmy, kiedy nakręcana populizmem propaganda domaga się surowego ukarania? Dodajmy do tego inwigilację, która nieuchronnie rozszerzyłaby się i na sektor przedsiębiorstw. Może znów pojawiłby się – kolejny zresztą – wiceszef CBA do spraw podsłuchiwania  (nawet osobiście), tym razem przedsiębiorców i menedżerów?

Nietrudno wyobrazić sobie poziom niepewności w gospodarce w warunkach podważenia w praktyce – a może i w regulacjach – zasad państwa prawa. Mielibyśmy w efekcie kolejny exodus co zamożniejszych Polaków, tak jak to miało miejsce po wystąpieniach Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że jeśli ktoś ma pieniądze, to „skądś je ma! (czytaj: z przekrętów…)”. Podobnie występował przyszły pisowski szef CBA, Mariusz Kamiński, stwierdzający, że nie będą Kulczykowie, Krausowie i inni rządzić Polską. Kilka miliardów złotych dra Jana Kulczyka w efekcie pracuje poza Polską, pomnażając bogactwo Kulczykowi – i innym niż Polska krajom…

Byłaby to Polska etatystyczna, bo tym wrednym, egoistycznym przedsiębiorcom nie można przecież wierzyć. Wierzyć należy w pierwszej kolejności kontrolowanym przez nas urzędnikom. A co mogą gospodarki etatystyczne, nie trudno sprawdzić w historii gospodarczej. Porównajmy np. gospodarkę brytyjską w dobie znacjonalizowanych „przywódczych wzgórz gospodarki”, wedle politycznych sloganów powojennych, z dynamizmem tejże gospodarki z czasów Margaret Thatcher. W tym pierwszym, powojennym okresie Wielka Brytania była „chorym człowiekiem Europy”, rosła najwolniej ze wszystkich dużych krajów Zachodu. Tymczasem po liberalizacji gospodarki przez Premier Thatcher, ta sama Wielka Brytania rosła szybciej niż Francja, Włochy i Niemcy przez całe ćwierćwiecze 1980-2005.

Istnieją dwa modele państwa, z których każdy inaczej oddziałuje na gospodarkę. Pierwszy, to państwo wspólnotowe, wyznające wspólne idee, zamknięte na inne poglądy – i na świat zewnętrzny. Takie np., jak Białoruś. Możliwości osiągnięcia wysokiego poziomu rozwoju, który bierze się z otwartości, czyli specjalizacji w skali szerszej niż jeden kraj, są niemal żadne. Drugi, to model, to państwo otwarte, gotowe do współpracy wewnątrz i na zewnątrz z inaczej myślącymi, w którym jego obywatele zawierają biznesowe umowy na bazie prawa, a nie pokrewieństwa ideologicznego. Tak od X wieku naszej ery rozwijał się kapitalizm, najpierw kupiecki, potem przemysłowy i wreszcie ten dzisiejszy, hybrydowy.

„Druga Polska” Jarosława Kaczyńskiego jest znacznie bliższa Białorusi, niż kapitalistycznemu rynkowi w ramach zachodniej cywilizacji. I nie chciałbym być zbyt złośliwym, ale mentalnie jest mu bliżej do Łukaszenki, samouka z Sowchozu, niż do inteligentnych i wykształconych, liberalnych wyborców Platformy Obywatelskiej, którzy z Polską zamkniętą, ideałem żoliborskiego ćwierćinteligenta, nie chcą mieć nic wspólnego. I dlatego Kaczyński zdany jest na podobne sobie, mało atrakcyjne intelektualnie, wyborczo  m n i e j s z o ś c i o w e  towarzystwo…

 

Czytaj również
  • klosinskiliberte

    Panie Profesorze, czy nie odnosi Pan wrażenia, że kurczy się „neo”-liberalna frakcja w Liberte? Niedługo będzie Pan pisał o moralności i efektywności wolnego rynku sąsiadując z Piketty’owcami. :-)